sobota, 26 marca 2016

Post No.132: Wodospad Mahon Waterfalls

Pod koniec Lipca zeszłego roku, oboje mieliśmy dzień wolny od pracy i tak się akurat jakoś złożyło, że dzień ten, od samego rana, był bardzo słoneczny. Takich pogodnych dni nie mieliśmy w 2015 roku zbyt wiele, więc natychmiast postanowiliśmy skorzystać z okazji i ruszyliśmy w teren.
Tym razem za nasz cel wyprawy, wybraliśmy wodospad Mahon Wateralls, położony w Hrabstwie Waterford.
Odległość którą musieliśmy pokonać, wynosiła około 210 kilometrów, jednakże byliśmy razem i to w doskonałych humorach, dzięki fantastycznej tego dnia pogodzie, więc nawet nie zauważyliśmy, że na miejsce dotarliśmy po niemalże trzech godzinach jazdy...
Podążaliśmy ku przeuroczym Górom Comeragh, gdzie najwyższym z kilku wierzchołków jest szczyt o nazwie "Fauscoum" o wysokości 792 metrów nad poziomem morza. Być może to niewiele, lecz stopień trudności w tychże górach jest znacznie większy od tych, które istnieją w Górach Wicklow, gdyż nie istnieją tutaj wytyczone i "ubite"szlaki. Turyści, którzy decydują się na zdobywanie tutejszych wysokości, muszą liczyć się z marszem poprzez torfy oraz wrzosowiska, niejednokrotnie ulegając przy tym wszelakim kontuzjom.
Gdy pobliski horyzont, zaczęły przesłaniać nam wzgórza Gór Comeragh, wiedzieliśmy już, że jesteśmy coraz bliżej celu. Ja musiałem zwolnić i z uwagą obserwować zakręty, gdyż na naszej trasie co chwila pojawiali się rowerzyści oraz piesi.
Zanim jednak dojechaliśmy do samego wodospadu, czekała na nas dodatkowa atrakcja.
Otóż około 1,5 kilometra przed Parkingiem, na którym zostawimy samochód, musimy przejechać po metalowych rolkach, umieszczonych w bramie, którą wolno pokonujemy.
Google Map
Tuż za nią, po lewej stronie jezdni, znajduje się Wieki Głaz z wygrawerowanym napisem: Magic Road.
Lecz jako kierujący, możliwe jest przegapienie głazu, co już mi się zdarzało wcześniej.
Na szczęście istnieje drugi "drogowskaz", który informuje turystów o zakończeniu Magic Road.
To małe, ozdobione drzewko, znajdujące się również po lewej stronie jezdni, tuż przed zakrętem, jak na zdjęciu poniżej. ( mały czerwony punkcik)
Na czym polega ta Magia?
Otóż na tym, że gdy zatrzymamy auto i zostawimy je "na luzie", będzie ono samo jechało pod górkę!
Przekonał się o tym niejeden kierowca, a najlepiej nagrał całą sytuację elviss ziemelis, zobaczcie:
Autor: elviss ziemelis
Tytuł: Magic road, near Waterford, MAHON FALLS, IRELAND
Oczywiście za każdym razem sprawdzamy, czy Magia w dalszym ciągu działa.... :-)
Ruszyliśmy dalej i dosłownie po kilku następnych minutach byliśmy już na miejscu.
W oddali, widzieliśmy wąską wstęgę wodospadu Mahon Wateralls...
O miejsce na Parkingu nie ma co się martwić: Parking jest na prawdę spory, a dodatkowo stworzono  kilka zatoczek umiejscowionych wzdłuż drogi. Na nich również możemy pozostawić auto.
Wyszliśmy z samochodu i oczarowani patrzyliśmy na widoki przed nami.
Ciężko się nie zgodzić z opinią, którą kiedyś usłyszałem, że Irlandia to kraj o 40-stu odcieniach zieleni...
Tam dalej w oddali, widzieliśmy wodospad Mahon w całej swojej okazałości.
 Kaskada znajduje się w półkolu trzech wzgórz i dzięki temu, choć dystans do niego jest spory, my nawet z tej odległości słyszymy huk spadającej wody.
Zanim ruszymy, warto obejrzeć się za plecy, tym bardziej, że nie często się zdarza, że będąc w górach widzimy... Morze! Z parkingu, na którym stoimy, do Morza Celtyckiego w prostej linii jest około 14 kilometrów. Pomimo tak znacznej odległości Morze jest doskonale widoczne, tak samo jak połacie pól uprawnych, domostw i drzew. Innymi słowy: fantastyczny punkt widokowy!
Ruszamy w kierunku Kaskady.
Do przejścia mamy około 1,5 kilometra po krętej, ubitej ścieżce, lecz My nie musimy się śpieszyć.
Mamy sporo czasu i piękną pogodę...
Tuż przy ścieżce stoi wielki głaz, na którym kontrastują rozkwitłe wrzośce...
W czasie naszego marszu, obserwowaliśmy otoczenie.
Po naszej lewej stronie mieliśmy górkę, która wydawałoby się jest łatwa w zdobyciu. Jednakże pozory mogą mylić: te kamienne głazy w rzeczywistości są o wiele większe a sama "górka" ma 688 metrów wysokości...
Podobna sytuacja znajduje się po prawej naszej stronie: najwyższy punkt klifu znajdujący się tuż przy wodospadzie wynosi ponad 720 metrów. Rożnica pomiędzy wysokościami szczytów a wysokością naszej ścieżki to około 200 - 250 metrów, więc ci, którzy pragną się wspinać, powinni robić to z zachowaniem ostrożności...
Niestety takiej przezorności do Gór Comeragh zabrakło pewnej parze, która 24-go Listopada 2014 roku, spadła ze skraju klifu 45 metrów niżej i - na ich szczęście - zatrzymała się na skalnej półce.
Ze względu na stromość klifu, Ratownicy nie mogli użyć noszy, więc aby zabrać poszkodowanych z miejsca wypadku, zadecydowano o użyciu helikoptera z wysięgnikiem.
Oczywiście wszystko dobrze się skończyło, choć tak na prawdę nie musiało... Więcej: (tutaj)

http://www.rte.ie/
Oto zdjęcie wykonane na tym samym klifie przez pasjonatów alpinistycznych wspinaczek.
Dopiero teraz widać wielkość klifu oraz trudność dostępu w poszczególne partie
http://www.dlscouts.ie/
Przyglądając się szczytom, trzeba przyznać, że szczyty faktycznie mogą być niebezpieczne...
Ścieżka, po której teraz kroczymy, nieubłaganie prowadzi nas do wodospadu a miejsce, przez które nas prowadzi, jest na prawdę czarujące: irlandzka zieleń jest magiczna i pokropiona różowymi wrzosami, które właśnie teraz kwitną. Efekt jest po prostu śliczny...
Niektóre z głazów, którymi usiana jest dolina, są przeogromne, o niewyobrażalnej wręcz wadze.
 Kilka z nich stoi przy ścieżce, więc ustawiam się do zdjęcia, aby pokazać Wam wielkość tychże...
Weszliśmy na ostatni pagórek, skąd możemy podziwiać wodospad w całej swojej okazałości.
Oczywiście nie jesteśmy w tym miejscu sami, z czego się cieszymy, gdyż dzięki przypadkowym osobom, które stoją w pobliżu, możemy Wam pokazać wielkość kaskady...
Schodzimy niżej i staramy się przekroczyć rzeczkę, która choć w tym miejscu jest niewielka, to potrafi sprawić problemy. Niestety nikt nie pomyślał o jakiejś drewnianej kładce, wiec trzeba skakać po kamieniach... A może po prostu ma tak być...
Wysokość wodospadu wynosi 80 metrów, wiec pod tym względem, zajmuje trzecie miejsce w Irlandii. Niestety stojąc tuż przy kaskadzie, nie mamy szans zobaczyć całości, sam szczyt wodospadu jest ledwo widoczny...
...potem widać część, w której woda opada prostopadle...
...a potem najbardziej efektowny widok. 
Wodospad Mahon, dzięki swojemu położeniu i atrakcyjności, jest tłumnie odwiedzany przez turystów z całego świata. Trzeba podziwiać fakt, że wstęp na ten naturalny i przepiękny obszar, jest zupełnie darmowy.
I to jest coś, co mnie zastanawia. Jak to możliwe, że w Irlandii, takie miejsca jak te, nie są zaśmiecane, niszczone lub palone? Czy to kwestia wychowania, szacunku do miejsca czy tez tego, że obszar ten jest za darmo? Nie wiem...
Zanim ruszymy z powrotem, patrzę na to wszystko raz jeszcze a mój wzrok przyciągają szczyty, na których pasą się owieczki. Podziwiam tę ich beztroskość, gdyż mają najlepsze panoramiczne widoki,
 i to z pierwszego rzędu. Ja bym skakał z radości...
Ach być Tam na górze i patrzeć to wszystko własnymi oczami...
Czas nam wracać.
 Czeka nas powrotna droga tą samą ścieżką. Niestety coś się w pogodzie zmieniło i nie już tak słonecznie. Ot, i cała Irlandia...
Czy warto odwiedzić Mahon Waterfalls?
Oceńcie sami. Nam się wydaję, że przyjeżdżając tutaj, się nie zawiedziecie...
Zanim się pożegnamy, chciałbym namówić Was na wyjazd inna drogą.
Po prostu, kontynuujcie Waszą jazdę tak, jakbyście nigdy się na parkingu nie zatrzymywali...
Taki wybór dalszej trasy zagwarantuje Wam fajne panoramiczne widoczki na zbocza Gór Comeragh.
*********************************************
Lokalizacja:
Coummahon, Co. Waterford
Koordynaty GPS Magic Road:
52°13'25"N   07°32'29"W
Film:
Autor: JIMM 1966
MAPA:

*********************************************
Lokalizacja:

Koordynaty GPS:
52°13'24"N    07°32'29"W
Film:
Autor: JIMM1965
MAPA:
*********************************************

niedziela, 27 września 2015

Post No.131: Ukryte Ruiny - Kinbane Castle

Ruiny Zamku Kinbane odnaleźliśmy zupełnym przypadkiem, gdy przemierzając wybrzeże Irlandii Północnej szukaliśmy ustronnego miejsca, aby zjeść wcześniej przygotowane przez Żonkę kanapeczki. Tego dnia wracaliśmy z Fair Head - najwyższych klifów Irlandii Północnej - i podążaliśmy w kierunku Giant's Caseuway.
W pewnej chwili po prawej stronie ukazała nam się brązowa tabliczka z informacją o niedaleko znajdującym się przylądku Kinbane Head.
Google Map
Skręciliśmy więc w prawo i ruszyliśmy w kierunku północnym przez dość wąską i krętą drogę.
Nasza prędkość znacznie spadła, więc odnosiliśmy wrażenie że jedziemy ku nieznanemu, lecz
po paru kilometrach droga ta zakończyła się wielkim parkingiem dla samochodów,  położonym panoramicznie tuż przy samych klifach.
Google Map
Oczywiście o zjedzeniu kanapek nie było mowy.
Urzeczeni tak spokojnym i jednocześnie tak widokowym miejscem, podeszliśmy do barierki wyznaczającej krawędź klifu i podziwialiśmy tutejszą panoramę...
 O tym, że w tym zakątku świata istnieją jakiekolwiek ruiny, dowiedzieliśmy się z tablicy, która nieopodal nas była przyczepiona do metalowych barierek.
I choć patrzyliśmy w dół poniżej, niczego nie mogliśmy dostrzec. Moja spostrzegawcza Żona jako pierwsza zauważyła mały szlak, który rozpoczynał się po lewej stronie parkingu, tuż przy skałach.
Podążając szlakiem, tuż za pierwszym wyłomem lecz daleko w dole, ukazały nam się  ruiny.
Może na pierwszy rzut oka niezbyt okazałe, ale położone na ciekawym kawałku lądu, który musiałem zbadać osobiście...
Nie namyślając się wiele, podążyłem w dół schodząc po betonowych stopniach.
Moja Żona zadecydowała, że tym razem zostanie jako obserwator, gdyż odczuwała nie tylko zmęczenie, ale również osłabienie z powodu niedawno przebytej grypie.
I tutaj muszę wszystkich przyszłych chętnych ostrzec: jeśli ktoś ma kłopoty z krążeniem, ciśnieniem, sercem lub problemy ze stawami , niech daruje sobie obejrzenie ruin.
Schody te, podczas powrotnego podejścia na górę, zdecydowanie wykańczają!
Jest ich tak wiele i są tak niewygodne, że musiałem dwa razy przystanąć aby odpocząć, gdyż serce waliło mi tak mocno, że zapewne groził mi zawał lub omdlenie.
Uwierzcie mi lub nie, lecz po takich schodach jeszcze nie wchodziłem!
Schodząc coraz niżej po betonowych stopniach, podziwiałem zielone lecz surowe oblicze klifu.
Porastająca na zboczach trawa, dawała złudne wrażenie łagodności stoku...
W niektórych miejscach zamontowano zabezpieczenie w postaci metalowych siatek zamontowanych do skał, których zadaniem jest ochrona turystów przed spadającymi skalnymi odłamkami.
Po mimo tego, co jakiś czas szlak ten jest zamykany, zazwyczaj po zimowych sztormach, gdy wiatr i deszcz udowadnia swą potęgę lecz uparci Irlandczycy robią wszystko, aby zabezpieczając osuwiska, udostępnić te miejsce dla turystów...
Zbliżając się coraz bardziej do poziomu morza, dostrzegałem coraz więcej szczegółów, których nie można było zobaczyć z góry.
Po prawej stronie, w jakiś niewytłumaczalny sposób z otaczającej zewsząd trawy, wyrastała wapienna głowa, która bacznie, niczym jakiś strażnik pilnujący skarbu, obserwowała otoczenie...
Tuż za skalnym czerepem, lecz nieco niżej, dostrzegam ruiny dawnego domu rybaka.
Brak trzonu kominowego może świadczyć o tymczasowym wykorzystywaniu pomieszczeń a na dodatek, w poszczególnych fragmentach ścian, widać czerwoną cegłę, ślad niezbyt odległych czasów...
Docieram na małą, kamienistą plażę.
Stojąc tak przy wejściu prowadzącym do ruin, widzę jaki jestem mały a jednocześnie podziwiam zamysł budowniczego, który wybrał te miejsce do budowy zamku.
Budowniczy, Coll MacDonnell, wybrał te miejsce w 1547 roku, jako strategiczny punkt z ograniczonym dostępem tak z wody, jak i z lądu.
Niestety Coll nie docenił siły i celności armat zainstalowanych na angielskich statkach, które w 1555 roku oblegały zamek.
Według prac archeologicznych Zamek Kinbane mógł wyglądać tak:
Wchodząc na schody, na ich końcu po lewej stronie znajdują się ruiny dawnej wartowni, która mogła pomieścić dwóch wartowników.
Ta niewielka ilość osób strzegących wejścia trzymających w rękach muszkiety oraz położenie samej strażnicy gwarantowało skuteczną pierwszą ochronę przed wrogami pojawiającymi się na schodach wejściowych do zamku.

W końcu wszedłem na poziom wieży, która miała dwa piętra i prawdopodobnie również poddasze. Całość została zbudowana z czarnego bazaltu, materiału, którego na wybrzeżu Irlandii Północnej jest sporo. Prawy róg, z jakiegoś powodu, na całej długości został uszkodzony, uwidoczniając  sposób budowy zamków i wież w Irlandii.
Oczywiście wchodzę do środka.
Wewnątrz ktoś zostawił na skalnej półeczce malutki statyw. Zgodnie z tutejszymi zasadami nie ruszam go, gdyż istnieje szansa, że wróci po niego właściciel.
W środku w wewnętrznych ścianach po stropach i drewnianych belkach, które podtrzymywały podłogę, pozostały tylko otwory.
Wychodzę na zewnątrz, gdyż nie jestem tutaj sam.
Zmierzam ku końcowi skały, skąd chcę zobaczyć panoramę klifów. Odwracam się ku wieży, która wygląda dość interesująco na tle zielonych stoków...
Staram się nie zbliżać za nadto do skraju, gdyż wcześniej padało i trawa oraz ziemia jest zbyt mokra.
Jeden nierozważny krok i upadek z kilkudziesięciu metrów murowany...
Najwyższy punkt wystającej skały jest tuż przede mną.
Ścieżka prowadząca doń jest wyraźnym dowodem o systematycznej obecności innych turystów.
Tuż pode mną istnieje pieczara w której, według legendy zginęło sporo ludzi.
Stało się to w czasie oblężenia zamku przez angielskie wojska. Obrońcy rozpalili ognisko, dając tym samym sygnał o potrzebnej pomocy, na którego wezwanie odpowiedziało sporo klanów, zamieszkujących okolicę. W następstwie skoordynowanego ataku Irlandczyków , angielscy żołnierze a raczej ich resztka, skryła się w pieczarze, lecz nie na wiele się im to zdało. Podobno wszyscy zostali wybici...
Na końcu cypla, archeolodzy znaleźli szczątki dawno rozpalanego tutaj ogniska, dowodząc tym samym, że ten najwyższy punkt Kinbane Head był swego rodzaju punktem obserwacyjnym.
Moja Żona bacznie obserwowała mnie po drugiej stronie.
Komunikacja miedzy nami, pomimo upływu lat...
... i znacznej odległości, wciąż jest taka sama!!!  :-)
Powoli wracam ku wieży Kinbane Castle.
Teraz mam doskonałą okazję na obejrzenie wybrzeża Irlandii Północnej od strony oceanu.
Po mojej lewej stronie, na samym jego końcu, widoczne są klify Fair Head...
 Po prawej zaś, widzę sławny mostek Carrick-A-Rede, po którym wciąż, każdego dnia przechodzą nowi turyści....
Choć moja wycieczka po Kinbane Castle się kończy, obracam się ku niej jeszcze raz.
Widzę, że jej prawy róg kiedyś zawalił się do morza.
Troszkę późno, bo w 1970 Rządy obu Irlandii przebudziły się i przejęły wszystkie historyczne ruiny i zamki od prywatnych właścicieli i w powolnym procesie zaczęły zabezpieczać je przed dalszą samoistną destrukcją.
Miejsce te ukryte jest w cieniu sławnych i tłumnie odwiedzanych Giant's Caseuway oraz Carrick-A-Rede a czy warto odwiedzić ruiny Kinbane Castle, oceńcie sami...
*********************************************
Lokalizacja:
Ballycastle BT54 6LP, Wielka Brytania
Koordynaty GPS:
55°13'37"N   06°17'29"W
Film:
Autor: Honcho Media 
MAPA:
*********************************************