piątek, 18 stycznia 2013

Post No.6: Wyspa Tory - Wyspa Królów - cz.1

Płynęliśmy na Wyspę Tory.
Ta sławna wyspa, wymieniana w każdym przewodniku, oprócz wielu legend, posiada własnego Króla.
Patsy Dan Rogers, bo o nim mowa, nie ma żadnych formalnych uprawnień, choć jego obowiązkiem należy bycie rzecznikiem dla społeczności wyspiarskich oraz witanie przybyłych na Wyspę turystów.
http://www.toryislandferry.com/
Z radością płynęliśmy małym kutrem, który nas niósł po lekko wzburzonych falach, przez około 45 minut, do położonej 9 mil morskich od stałego lądu Tory Islands.
Niestety na miejscu przeżyliśmy rozczarowanie: Król na nas nie czekał!!!
 Nie chciał się z nami przywitać, nawet się nie pokazał.
Był miesiąc Czerwiec, sezon turystów, razem z nami przypłynęło parę osób, a tutaj takie rozczarowanie...
Jakże inaczej wygląda przywitanie na Wyspach Aran: wypożyczalnia rowerów, dorożki czekające na turystów... A Tutaj nic! Nikogo. Totalne pustki...
Mając do dyspozycji cztery godziny do kursu powrotnego, wybraliśmy drogę na wschód. 
Uderza brak jakichkolwiek drzew na wyspie, co jednak nie zrażało nas na zwiedzanie.
 Pierwszą ciekawostką była wkopana w ziemię torpeda z niemieckiego okrętu podwodnego z czasów I wojny światowej.
Pewnego dnia w czasie trwania wojny, po prostu pojawiła się na plaży. Rozbrojoną ją i postanowiono wkopać w ziemię. Teoretycznie jest niezłym reliktem, niewiele bowiem zostało takich torped na świecie z tamtego okresu czasu.
Gdy obejrzałem sobie torpedę z bliska, coś mnie tknęło i poszedłem na wprost za torpedą. Nie chciałem iść drogą. Po kilkunastu krokach naszym oczom ukazał się krater. Z drogi był zupełnie niewidoczny, a i dopiero z bliska ukazał swą wielkość.
Miejscowa legenda mówi, że w kraterze nocą  z oceanu wychodzi złośliwy Gnom, który suszy swoją skórę, a tych, którzy zbyt blisko podejdą do krateru nocą, porywa w głębiny oceanu...
Uroczy kraterek. 
Na jego bocznych ściankach rosły sobie kwiatki a na samym dnie widzieliśmy parę zajączków...
Idąc brzegiem klifu, zaniepokoiliśmy ptaszka. 
Z bliska okazało się, że znaleźliśmy się zbyt blisko jego gniazda.
Idąc blisko krawędzi, wystarczył jeden krok do nieszczęścia. Dobrze, że akurat nie padało...
Zbliżając się do wschodniego krańca wyspy odkryliśmy raj dla ornitologów. 
Zgodnie z zasadą: czym dalej od ludzi - tym coraz więcej ptaszków. 
Pierwszy raz mieliśmy możliwość takiej obserwacji i powiem szczerze podobało mi się to....
Podobno w maju można znaleźć tutaj kolonie Puffinów, na które polujemy już od dwóch lat...
Panorama wschodniego krańca wyspy prezentowała się bardzo okazale....
Na samym końcu tego skalistego wybrzeża znajduje się Kamień Życzeń!!!
Istnieją dwie legendy w związane z tym kamieniem. Jedna to taka, że trzeba pomyśleć sobie życzenie, a ono się spełni, gdy uda nam się wrzucić trzy pod rząd kamienie na wierzchołek głazu...
http://www.flickriver.com/
Inna legenda związana jest z datą 23 września 1884 roku. Do wyspy przypłynął  brytyjski HMS "Wasp", aby ściągnąć od mieszkańców wyspy zaległe podatki.
www.wordnaval.com
Podobno mężczyźni  gdy zobaczyli okręt wojenny, pobiegli do kamienia życzeń, obiegli go dookoła trzy razy wyrażając pragnienie mieszkańców i stał się cud. Zerwał się sztorm i HMS "Wasp" uderzył w skały i zatonął. Z całej 56 osobowej załogi uratowało się tylko 6 osób. Natomiast Brytyjska Admiralicja podejrzewała mieszkańców wyspy o sabotaż i wygaszenie światła w latarni morskiej, jednak nigdy tego nie udowodniono.
Do dzisiejszego dnia przy porcie leży jeden z masztów HMS "Wasp".
Czas biegł nie ubłagalnie, wiec wróciliśmy do portu. 
Na lewo od przystani wznoszą się resztki dawnej Round Tower. Wieża zbudowana jest z granitu i datuje się ją na VI wiek naszej ery. Służyła kiedyś jako dzwonnica przy klasztorze. Miała trzy kondygnacje z czego dwie były pod ziemią.  Mnisi skutecznie bronili się w niej przed atakami Wikingów. Niestety w wieżę uderzył pod koniec XVIII w. piorun! niszcząc ją a dzwon, który w niej był, spadł na ziemię i.... przepadł.
Na wyspie do dzisiaj stoi charakterystyczny krzyż w kształcie litery T. Jest symbolem tej wyspy oraz relikwią. Za każdym razem, gdy rybacy z Tory płyną na połów ryb, modlą się do tego krzyża. Prawdopodobnie został przywieziony na wyspę w VI wieku, lub wcześniej przez koptyjskich chrześcijan z Egiptu.
Oto mapka wyspy stworzona przeze mnie:
Koniec części pierwszej.
*********************************************
Lokalizacja:
Wyspa Tory, Hrabstwo Donegal, Irlandia

Koordynaty GPS:
55°15'53.2"N   08°13'47.0"W

Film:
Autor: TGCiaran
MAPA:

niedziela, 13 stycznia 2013

Post No.5: Plaża Magheraroarty - Donegal


Trafiliśmy na tę plaże zupełnym przypadkiem.
Jechaliśmy dookoła  Donegal, jadąc drogą R257 z zachodu na wschód, dostaliśmy się na wzniesienie, z którego roztaczał się taki widok:
Kolory były tak piękne, że postanowiliśmy troszeczkę spędzić czasu na plaży.
Zjechaliśmy nad samą plażę i zostawiając samochód na parkingu, rozglądaliśmy się dookoła.Już z daleka zobaczyliśmy kompleks, który kolorystycznie bardzo nam się podobał a i w jakiś sposób pasował  do tego miejsca.
Na miejscu okazało się, że oprócz możliwości jedzenia, kursują z tego portu promy na sławną wyspę Tory. Bilety można kupić w domku z zielonymi oknami.
Oto tabelka przedstawiająca godziny odpłynięcia promu na Wyspę Tory.
oto link:
Z wielką przyjemnością pochodziliśmy po plaży. Plaża ta to wyjątkowe miejsce: bardzo mało ludzi, cisza i szum fal, które z cichym szumem rozbijają się na plaży.
Za drugim razem, już rok później, gdy przyjechaliśmy w te same miejsce w planach mieliśmy odwiedzenie samej wyspy Tory, lecz tym razem słoneczka, jak to w Irlandii, zabrakło. 
Zabrakło nawet wody... :-)
Rozglądając się dookoła, na południu w oddali wznosił się dumnie szczyt Errigal, który udało mi się zdobyć a opis naszego wejścia na szczyt opisałem w poście No.:5.
  A od północy, na pobliskiej wyspie Cloudy Islands , którą widać "gołym okiem" spokojnie toczyło się życie. Domki tradycyjnie zbudowane są od strony lądu, w celu uniknięcia zimą atlantyckiego wiatru.
         Za naszym drugim pobytem, plaża nie wyglądała już tak bajecznie a winnemu była pogoda. 
Dzień ten był pochmurny i wciąż zapowiadało się na deszcz. Pomimo tego plaża, która tak na prawdę jest piaszczystym półwyspem, swoją wielkością robi na nas wrażenie.
Pewnego dnia na wyspę Cloudy Islands będzie można przeprawić się na nią suchą stopą. Z każdym krokiem woda nanosi na mierzeję coraz więcej piasku, który osiadając stworzy naturalne przejście na najbliższą wyspę.
Ponownie maszerowaliśmy sobie plażą. Co jakiś czas zza chmur pokazywało się słoneczko dodając nam kolorków do naszych zdjęć. Ludzie spacerujący plaża rozmawiają tutaj językiem irlandzkim i jest to jeden z niewielu regionów w Irlandii, gdzie język ten jest językiem którego używa się codziennie.
Zauważyliśmy, że wokół nas przybywało mew, które nerwowo latając zachowywały się jakby szukały schronienia.
Zbliżał się sztorm i dowiedzieliśmy się że prom na wyspę Tory dzisiaj nie wypłynie.
Tym samym nasza wyprawa na wyspę tego dnia została odwołana.
Rozglądaliśmy się wokół podziwiając jak niebo i woda zmieniają swoje kolory...
Niestety musieliśmy wrócić do naszego B&B.
Wycieczkę na Tory Islands przenieśliśmy na dzień następny.
A o wyspie Tory napiszę za tydzień...

Widok z lotu ptaka:
*********************************************
Lokalizacja:
Magherarorthy, Co.Donegal, Irlandia

Koordynaty GPS:
55°08'41.99"N   08°10'17.34"W
Film
Filmik Sean'a Clancy, gdy przebywał na plaży Magheraroartty
MAPA:

środa, 9 stycznia 2013

Post No.4: Errigal - Najpiękniejsza Góra Donegal

Trzy razy przejeżdżałem koło tej Góry i zawsze jej widok mnie fascynował.
Za każdym razem obiecywałem sobie, że pewnego dnia wejdę na Jej szczyt - Errigal - 751m n.p.m ....no i w lipcu zeszłego roku - stało się!!!
Na szczycie Najpiękniejszej Góry Irlandii załopotała Polska Flaga z Białym Orłem w tle...
Wszystko wyszło spontanicznie: po prostu wsiedliśmy w samochód i trzy godziny później byliśmy na miejscu. Zaprosiłem do udziału w wyprawie Mojego Przyjaciela Karola Kazimierczaka oraz kolegę z pracy, Jacka Ducha...
Na miejscu okazało się, że najłatwiejszym w tym dniu zadaniem było dojechanie na miejsce. W tym dniu było tak słonecznie, że na ten sam pomysł co my wpadło wiele innych osób. Z radością, patrząc na szczyt, posililiśmy się na parkingu kanapkami, popiliśmy je herbatką i w drogę!!!
Szybko na jaw wyszło, że Góra fajnie wygląda, ale tylko na zdjęciach. 

Na samym starcie przedzieraliśmy się przez torfowiska i podmokły teren, który sprawiał problemy na każdym kroku. Zamiast trzech kroków w przód, robiliśmy dwa w bok, aby nie wpaść w kałużę lub w torfowe błoto.
A przed nami jeszcze tak wiele kroków...
Nawet jeszcze nie byliśmy na zboczu a tempo bicia mojego serca pokazało mi, że Moja kondycja jest w fatalnym stanie... Już po dwustu metrach byłem cały mokry i co chwila stawałem, "aby mieć czas" na zdjęcia...  :-(
Jednak z każdym pokonanym metrem w górę, z każdą chwilą poznawałem sens wchodzenia przez ludzi na szczyt. Już wiedziałem dlaczego człowiek ma "pęd" do zdobywania szczytów...
Sił - aby się nie poddać, choć serce waliło jak młot -  dodawał fakt, że na tym specyficznym szlaku widziałem osoby o wiele starsze ode mnie, które z łatwością pokonywały ten sam stopień trudności co ja.
Przyznaję, że troszkę mnie "wkurzał" mój młodszy Przyjaciel Karol, który wchodził, a w zasadzie wskakiwał na szczyt, jak zając i za każdym razem czekał na nas, co było lekko futrujące, jak na dla prawie 40-latka

:-)  :-) :-)
Jednak z każdym metrem w górę widoki były coraz piękniejsze. 

Jak mogliśmy nie zatrzymać się i nie podziwiać tego, co widzieliśmy:
Sama góra jest strasznie złudna: wchodząc człowiek widzi szczyt, brnie pod górę, aby Go zdobyć, a na miejscu okazuje się, że to tylko  tzw."półka", a do samego szczytu jeszcze wiele metrów zostało.
 Na pierwszej "półce" dumnie łopotała flaga Donegal...
Choć było czasami bardzo stromo....
zatrzymywałem się coraz częściej, aby podziwiać niesamowite widoki:
Na następnej "półce", zobaczyłem coś, co mnie zaciekawiło:

otóż, każdy, kto już szczyt zdobył, schodząc z niego, brał w rękę kamień i dorzucał go do okręgu, i być może w przyszłości, będzie to naturalna osłona przed wiatrem, dla tych którzy zdobywają Errigal przy każdej pogodzie...
Przy pierwszym szczycie, wiedząc już, że niewiele kroków nam zostało do magicznej liczby 751, delektowaliśmy się widokami...
Jednak z każdym krokiem byliśmy coraz bliżej najwyższego punktu Góry Errigal...
...aby w pewnym momencie zrobić coś, o czym marzyłem:
Na szczycie Mojej Pierwszej Góry, trzymałem w rękach Naszego Białego Orła....
Nie zrobiłem tego sam, dlatego BARDZO chciałem podziękować za obecność i te fantastyczne chwile Mojemu Przyjacielowi Karolowi Kazimierczakowi, który był ze mną i pokazał mi co to jest kondycja...      ;-P
oraz Jakubowi Duch, który uszanował Moją kondycję i często stawał razem ze mną, aby mi towarzyszyć...
Dziękuję Wam Panowie za TEN Dzień!!!
To dzięki Wam zdobyłem swoją pierwszą górę! I dzięki Wam zobaczyłem takie widoczki...
Jednocześnie chciałem poprzez tego bloga zaprosić na zdobycie tej samej góry, w tym roku, mojego znajomego po blogu,  Piotra Sobocińskiego, który już od wielu lat prowadzi super fajnego bloga o Irlandii
Zapraszam

*********************************************
FILMIK:
Oto najlepszy filmik z pieszej wędrówki na Górę Errigal.
Autor filmu: Gerry McVeigh
Lokalizacja:
Góra Errigal, Co.Donegal, Irlandia
Koordynaty GPS:
55°01'29.84"N     8°05'23.81"W
MAPA: