Pewnego dnia wybraliśmy się na szlak, który znajdował się w Dolinie Diabła - Devils Glen, położonego niedaleko miasteczka Ashford w hrabstwie Wicklow.
Szlak ten prowadzi przez las, który jak na Irlandię jest na prawdę spory.
Na dodatek mamy możliwość podziwiania leśnych klifów, omszonych drzew, pagórków, strumienia oraz wodospadu. Co jakiś czas również możemy zobaczyć artystyczne rzeźby wykonane w drewnie przez międzynarodowych artystów....
Ale może od początku....
Jadąc drogą R763 z miasta Ashford w kierunku Glendalough, w połowie drogi musimy skręcić w las, zgodnie z z mapką powyżej (Forest Etrance). Od tego miejsca do parkingu mamy do przejechania około 3 kilometrów, które pokonujemy dość wolno ze względu na dziury, które od czasu do czasu pojawiają się w jezdni. Jednak nie jest tak źle, jakoś wszyscy chętni dojeżdżają na miejsce.
Na okolicznej polanie jakaś rodzinka, korzystając z pogody, zrobiła sobie pierwszego w tym roku grilla. My z kolei korzystając z pogody wchodzimy na szlak oznaczony Czerwoną Strzałką. Tuż przy wejściu już możemy podziwiać pierwszą rzeźbę wykonaną w 1997 roku przez Derek'a Whitticase'a.
Szlak Czerwony pokazuje nam swoje piękno: przy ścieżce rośnie kwiat rododendrona, który w maju rozkwitnie różowym kwiatem, dodając uroku temu miejscu. Dodatkowo mijamy omszałe skały, których jest dość sporo a przez to wprowadzają nas w w jakiś mityczny klimat Devils Glen.
Parę kroków dalej, ujrzeliśmy zawieszony dość wysoko nad naszymi głowami następny wyrób jakiegoś nieznanego artysty. Niestety tabliczka informacyjna zniknęła, lecz rzeźba odniosła skutek, ponieważ dosyć długo zastanawialiśmy się nad pomysłem artysty...
Po przejściu kilkunastu metrów dochodzimy nad skraj doliny. Zatrzymujemy się tutaj na chwilę, gdyż nie wiemy w którą stronę mamy iść. Na wprost nie możemy: grozi mam upadek na sam dół doliny, ze stromego zbocza...
Idąc na prawo, dojdziemy na Parking. W ten sposób zrobiliśmy kółeczko i nasza wycieczka po 15 minutach zakończyłaby się. Jednak kusiło nas aby pójść w tę stronę przechodząc przez kamienny kanion...
Dzięki drewnianej tabliczce podjęliśmy decyzję: idziemy na lewo. Nasze rozterki niemalże uniemożliwiły nam obejrzenie następnej rzeźby, która znajdowała się za naszymi plecami. Niestety wciąż znajdują się na świecie osoby, które bez żadnego powodu próbują niszczyć dzieła artystów...
Ruszamy ścieżką zwaną ścieżką klifów. Miejsce jest czarujące: jesteśmy na tzw. "półce". Z lewej strony nad nami góruje zbocze, po prawej natomiast zbocze schodzi ostro w dół...
Choć to połowa Marca, zauważamy że przyroda już budzi się do życia. Logo Irlandii budzi się jako jedne z pierwszych roślin, a zieleń koniczynki wydaje się taka żywa, wręcz nienaturalna...
Maszerując dalej, natrafiamy na dzieło irlandzkiej artystki pt.:" Panorama".
Trzeba przyznać, że pomysł bardzo oryginalny...
Jednocześnie podziwialiśmy otaczającą nas przyrodę: dolina Glen wyglądała przepięknie a niektóre z drzew wyglądały jak w filmowych baśniach...
Dodatkowo natrafiliśmy na kolejną niespodziankę: wydrążony w skale tunelik...
Otaczający las wokół nas zmieniał się a my schodziliśmy coraz niżej, kierując się na wodospad Glen, którego szum słyszeliśmy coraz wyraźniej...
W końcu dotarliśmy do wodospadu. Wodospad ma tylko 30 metrów wysokości, lecz spływająca woda opada z bardzo głośnym szumem. To dzięki właśnie tej kaskadzie dolina zawdzięcza swoją nazwę: kiedyś, gdy w górnym biegu rzeki nie było sztucznego zbiornika, opadającej wody było znacznie więcej.
Szum przypominał jęki potępionych dusz i z stąd powstała nazwa doliny...
Oto nasz filmik:
Nad wodospadem spędziliśmy sporo czasu. Ruszyliśmy w powrotną drogę, gdy następni chętni przybyli nad wodospad a my nie chcieliśmy im przeszkadzać, gdyż półka na której staliśmy, mogła pomieścić najwyżej trzy osoby. Tym razem wybraliśmy drogę prowadzącą wzdłuż strumienia...
Wokół nas dolina powoli budziła się do życia po zimowym śnie i wydawało nam się, że kolor zieleni znacznie się ożywił. Wkrótce odnaleźliśmy następną rzeźbę autorstwa Cathy Carmen, rodowitej Irlandki.
Dolina pełna jest niespodzianek: trafiamy właśnie na urokliwy leśny tunel. Szkoda, że w czasie naszego pobytu nie wyjrzało słońce, zupełnie inaczej wyglądałoby te miejsce...
Tuż przy parkingu istnieje jeszcze jedna rzeźba przypominająca jakiegoś leśnego chrabąszcza-giganta. To jedna z nowszych atrakcji, wykonana została w 2006 roku przez Michaela Quane.
Istnieje w Parku jeszcze jedna ciekawa rzeźba. Aby ją zobaczyć musimy cofnąć się do bramy wjazdowej i wspiąć się na niewielki pagórek. Akurat w tym momencie wyszło zza chmur słoneczko dodając nam kolorków tego urokliwemu miejscu.
Ostatnia rzeźba została wykonana przez koreańskiego artystę Jae-Hyo Lee w 2002 roku.
Przedstawia drewnianą kulę zbudowaną z pni drzew. Trzeba przyznać, że konstrukcja, choć skomplikowana w ułożeniu jest dość solidna i nie grozi jej zawalenia...
Choć powinniśmy już wracać, dzięki słońcu zostajemy troszkę dłużej. Nie możemy się oprzeć i wykorzystujemy grę światła, która powstała gdy zachodzące słońce wydłużyło cienie i przez to dolinka w której się znajdowaliśmy stała się jakaś magiczna...
Gdybyśmy mieli takie światło na początku naszej wycieczki.... Ale przecież nie możemy narzekać. Przecież równie dobrze mogło dzisiaj padać...
Zdecydowanie przyjedziemy tutaj latem, gdy pojawią się liście na drzewach i kwiaty na krzewach. Devils Glen to doskonałe miejsce na rodzinny spacer: cisza, mało ludzi i urocze zakątki, które koniecznie trzeba zobaczyć na własne oczy.
*********************************************
Lokalizacja:
The Devil's Glen, Co.Wicklow, Ireland
Do kamiennego kręgu trafiliśmy zupełnym przypadkiem, dowiedzieliśmy się o nim, gdy ujrzeliśmy drewnianą tabliczką umieszczoną tuż koło drogi. Nigdzie się nie śpiesząc, postanowiliśmy zobaczyć co skrywa tajemnicza nazwa Grianan of Aileach. Obiekt ten, położony na wzgórzu wynoszącym 244 metry nad poziomem morza, jest jednym z najwyższych wzgórz w okolicy, umożliwiając podziwianie regionu z panoramą na Inishowen.
Choć nazwa Grianan of Aileach jest różnie tłumaczona ( "Stone Palace of the Sun", "Fortress of the Sun" and "Stone Temple of the Sun") na pewno było bardzo ważnym miejscem dla okolicznej ludności. Dawny grecki podróżnik Ptomeleusz z Aleksandrii, tworząc swoją mapę świata, zaznaczył na niej kamienny fort jako jedno z pięciu zaznaczonych miejsc w Irlandii.
www.ptolemeusz.bn.org.pl
Kamienny fort powstał już w epoce brązu a z biegiem czasu miejsce zaczęło nabierać kulturowego znaczenia. W w latach pomiędzy wiekiem V a XII, stało się siedzibą władców Fifth of Ulster.
Ring Stone został prawie kompletnie zniszczony przez Króla Munsteru w 1101 roku.
Natomiast fort ten został zbadany w XIX wieku przez miejscowego doktora Waltera Bernards'a. Domyślając się dawnej świetności oraz wagi historycznego miejsca, poświęcił swój czas i energię, aby fort odrestaurować.
Doktor Walter nie tylko czuwał nad pracami, lecz w miedzy czasie starał się badać restaurowany obiekt. Wykonał plany, które dzisiaj możemy podziwiać w Muzeum Narodowym.
My również staramy się być takimi odkrywcami, choć bardziej z turystycznej strony.
Podjeżdżamy do parkingu i z ciekawością spoglądamy na fort, który jest tuż niedaleko.
Miejsce,w którym powstał Grianan of Aileach jest tak specyficznie położone, że sami nie wiemy na co mamy spoglądać: na Fort czy też na okoliczną panoramę.
Zbliżając się do Świątyni Słońca, z coraz większym podziwem spoglądaliśmy na okrągły mur, który zdecydowanie był wyższy od nas. Nie mogło być inaczej, gdyż mury były przeznaczone jako formacja obronna przed atakującym najeźdźcą.
Przechodząc przez otwór, który kiedyś zdecydowanie służył jako wejście, zauważamy, że grubość muru nie była taka mała: co najmniej 2,5 do trzech metrów. Była to solidna podstawa, jednocześnie uświadamiając nam, jak wiele pracy włożono aby takowy fort zbudować.
Tradycyjnie wejście położone było na stronę wschodnią, gdzie promienie wstającego słońca, wpadając przez otwór oświetlały wnętrze fortu.
W środku fortu zauważyliśmy trzy poziomowy mur oraz niezliczoną ilość schodków na nie prowadzących. Całość prezentowała się niesamowicie. Wnętrze dzisiejszego dnia było puste, lecz dawno, dawno temu prawdopodobnie istniały tutaj chatki wodza lub najważniejszych osób w osadzie.
Dzisiaj ciężko nam sobie to wyobrazić, ale znacznie wcześniej odwiedziliśmy Heritage Park w hrabstwie Wexford i mogliśmy osobiście zobaczyć rozmieszczenie chat w takowych fortach. Na niewielkiej przestrzeni zbudowano kilka chatek i prawdopodobnie było tak samo tutaj, wewnątrz kamiennego kręgu.
Choć brak na to dowodów, uczeni prognozują, że kamienny fort na zewnątrz otaczały osady mieszkańców. W razie zagrożenia wszyscy zbierali się wewnątrz murów i razem odpierali ataki najeźdźców.
Ale czy tylko po to?
Być może ilość schodków oraz trzy poziomy muru świadczą o jeszcze jednej możliwości...
Otóż całość przypomina okrągłą widownię, umożliwiającą obejrzenie spektaklu całej osadzie. Nie można wykluczać takiej hipotezy, gdyż już od czasów Juliusza Cezara organizowano teatrzyki dla społeczności, spragnionej kulturalnej formy odpoczynku.
Być może wyglądało to tak samo jak na poniższym zdjęciu, gdy w XIX wieku publicznie otwarto kamienny fort a okoliczna ludność tłumnie zebrała się, aby wspólnie uczestniczyć w tym wydarzeniu.
http://en.wikipedia.org/
Oczywiście i my wspięliśmy się na blanki.
Mogliśmy dzięki temu zobaczyć kamienny fort z innej perspektywy.
Natomiast panorama na zatokę oraz półwysep Inishowen ze szczytu fortu zapierała nam dech.
Nie chciało nam się wracać, chcieliśmy stać i patrzeć w dal.
Czy tak samo czuli dawni budowniczowie?
W kamiennym forcie oprócz otworu wejściowego istniały jeszcze trzy inne.
Jedno z nich, bardzo małe i skrywane przez kamienne drzwi, prowadziło na zewnątrz. Taka forma zabezpieczenia: w razie oblężenia przez najeźdźcę wysyłano przez nie posłańca z prośbą do okolicznych osad o pomoc. Dwa inne otwory prowadziły do wewnątrz muru, w którym były korytarze. Być może było to schronienie dla kobiet i dzieci w razie ataku, lub przechowywano w nim jedzenie.
Przetłumaczona nazwa fortu oznacza Świątynie Słońca lub Kamienny Pałac Słońca.
Dawne nazwy nie brano ot tak sobie, więc prawdopodobnie faktycznie było to miejsce, gdzie czczono kult Słońca.
Wybór miejsca również zdaje się nie był przypadkowy, każdego dnia bowiem dawni mieszkańcy mieli możliwość oglądania jak słońce wschodzi i zachodzi, skrywając się w wodach Oceanu.
Dzisiaj mieszkańcy Donegal nie zapominają o kamiennym forcie. Co jakiś czas w okresie letnim, organizowane są tutaj imprezy, które mają za zadanie pokazanie mieszkańcom jak kiedyś, w tym miejscu wyglądało życie. Droga do fortu ozdobiona jest wielkimi chorągwiami a w środku możemy zobaczyć osoby w strojach z ówczesnego okresu.
http://www.irishamericanmom.com/
A oto filmik nakręcony z jednej z takowych imprez:
*********************************************
Lokalizacja:
Greenan Mountain, Hrabstwo Donegal, Irlandia