Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zamek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zamek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 września 2015

Post No.131: Ukryte Ruiny - Kinbane Castle

Ruiny Zamku Kinbane odnaleźliśmy zupełnym przypadkiem, gdy przemierzając wybrzeże Irlandii Północnej szukaliśmy ustronnego miejsca, aby zjeść wcześniej przygotowane przez Żonkę kanapeczki. Tego dnia wracaliśmy z Fair Head - najwyższych klifów Irlandii Północnej - i podążaliśmy w kierunku Giant's Caseuway.
W pewnej chwili po prawej stronie ukazała nam się brązowa tabliczka z informacją o niedaleko znajdującym się przylądku Kinbane Head.
Google Map
Skręciliśmy więc w prawo i ruszyliśmy w kierunku północnym przez dość wąską i krętą drogę.
Nasza prędkość znacznie spadła, więc odnosiliśmy wrażenie że jedziemy ku nieznanemu, lecz
po paru kilometrach droga ta zakończyła się wielkim parkingiem dla samochodów,  położonym panoramicznie tuż przy samych klifach.
Google Map
Oczywiście o zjedzeniu kanapek nie było mowy.
Urzeczeni tak spokojnym i jednocześnie tak widokowym miejscem, podeszliśmy do barierki wyznaczającej krawędź klifu i podziwialiśmy tutejszą panoramę...
 O tym, że w tym zakątku świata istnieją jakiekolwiek ruiny, dowiedzieliśmy się z tablicy, która nieopodal nas była przyczepiona do metalowych barierek.
I choć patrzyliśmy w dół poniżej, niczego nie mogliśmy dostrzec. Moja spostrzegawcza Żona jako pierwsza zauważyła mały szlak, który rozpoczynał się po lewej stronie parkingu, tuż przy skałach.
Podążając szlakiem, tuż za pierwszym wyłomem lecz daleko w dole, ukazały nam się  ruiny.
Może na pierwszy rzut oka niezbyt okazałe, ale położone na ciekawym kawałku lądu, który musiałem zbadać osobiście...
Nie namyślając się wiele, podążyłem w dół schodząc po betonowych stopniach.
Moja Żona zadecydowała, że tym razem zostanie jako obserwator, gdyż odczuwała nie tylko zmęczenie, ale również osłabienie z powodu niedawno przebytej grypie.
I tutaj muszę wszystkich przyszłych chętnych ostrzec: jeśli ktoś ma kłopoty z krążeniem, ciśnieniem, sercem lub problemy ze stawami , niech daruje sobie obejrzenie ruin.
Schody te, podczas powrotnego podejścia na górę, zdecydowanie wykańczają!
Jest ich tak wiele i są tak niewygodne, że musiałem dwa razy przystanąć aby odpocząć, gdyż serce waliło mi tak mocno, że zapewne groził mi zawał lub omdlenie.
Uwierzcie mi lub nie, lecz po takich schodach jeszcze nie wchodziłem!
Schodząc coraz niżej po betonowych stopniach, podziwiałem zielone lecz surowe oblicze klifu.
Porastająca na zboczach trawa, dawała złudne wrażenie łagodności stoku...
W niektórych miejscach zamontowano zabezpieczenie w postaci metalowych siatek zamontowanych do skał, których zadaniem jest ochrona turystów przed spadającymi skalnymi odłamkami.
Po mimo tego, co jakiś czas szlak ten jest zamykany, zazwyczaj po zimowych sztormach, gdy wiatr i deszcz udowadnia swą potęgę lecz uparci Irlandczycy robią wszystko, aby zabezpieczając osuwiska, udostępnić te miejsce dla turystów...
Zbliżając się coraz bardziej do poziomu morza, dostrzegałem coraz więcej szczegółów, których nie można było zobaczyć z góry.
Po prawej stronie, w jakiś niewytłumaczalny sposób z otaczającej zewsząd trawy, wyrastała wapienna głowa, która bacznie, niczym jakiś strażnik pilnujący skarbu, obserwowała otoczenie...
Tuż za skalnym czerepem, lecz nieco niżej, dostrzegam ruiny dawnego domu rybaka.
Brak trzonu kominowego może świadczyć o tymczasowym wykorzystywaniu pomieszczeń a na dodatek, w poszczególnych fragmentach ścian, widać czerwoną cegłę, ślad niezbyt odległych czasów...
Docieram na małą, kamienistą plażę.
Stojąc tak przy wejściu prowadzącym do ruin, widzę jaki jestem mały a jednocześnie podziwiam zamysł budowniczego, który wybrał te miejsce do budowy zamku.
Budowniczy, Coll MacDonnell, wybrał te miejsce w 1547 roku, jako strategiczny punkt z ograniczonym dostępem tak z wody, jak i z lądu.
Niestety Coll nie docenił siły i celności armat zainstalowanych na angielskich statkach, które w 1555 roku oblegały zamek.
Według prac archeologicznych Zamek Kinbane mógł wyglądać tak:
Wchodząc na schody, na ich końcu po lewej stronie znajdują się ruiny dawnej wartowni, która mogła pomieścić dwóch wartowników.
Ta niewielka ilość osób strzegących wejścia trzymających w rękach muszkiety oraz położenie samej strażnicy gwarantowało skuteczną pierwszą ochronę przed wrogami pojawiającymi się na schodach wejściowych do zamku.

W końcu wszedłem na poziom wieży, która miała dwa piętra i prawdopodobnie również poddasze. Całość została zbudowana z czarnego bazaltu, materiału, którego na wybrzeżu Irlandii Północnej jest sporo. Prawy róg, z jakiegoś powodu, na całej długości został uszkodzony, uwidoczniając  sposób budowy zamków i wież w Irlandii.
Oczywiście wchodzę do środka.
Wewnątrz ktoś zostawił na skalnej półeczce malutki statyw. Zgodnie z tutejszymi zasadami nie ruszam go, gdyż istnieje szansa, że wróci po niego właściciel.
W środku w wewnętrznych ścianach po stropach i drewnianych belkach, które podtrzymywały podłogę, pozostały tylko otwory.
Wychodzę na zewnątrz, gdyż nie jestem tutaj sam.
Zmierzam ku końcowi skały, skąd chcę zobaczyć panoramę klifów. Odwracam się ku wieży, która wygląda dość interesująco na tle zielonych stoków...
Staram się nie zbliżać za nadto do skraju, gdyż wcześniej padało i trawa oraz ziemia jest zbyt mokra.
Jeden nierozważny krok i upadek z kilkudziesięciu metrów murowany...
Najwyższy punkt wystającej skały jest tuż przede mną.
Ścieżka prowadząca doń jest wyraźnym dowodem o systematycznej obecności innych turystów.
Tuż pode mną istnieje pieczara w której, według legendy zginęło sporo ludzi.
Stało się to w czasie oblężenia zamku przez angielskie wojska. Obrońcy rozpalili ognisko, dając tym samym sygnał o potrzebnej pomocy, na którego wezwanie odpowiedziało sporo klanów, zamieszkujących okolicę. W następstwie skoordynowanego ataku Irlandczyków , angielscy żołnierze a raczej ich resztka, skryła się w pieczarze, lecz nie na wiele się im to zdało. Podobno wszyscy zostali wybici...
Na końcu cypla, archeolodzy znaleźli szczątki dawno rozpalanego tutaj ogniska, dowodząc tym samym, że ten najwyższy punkt Kinbane Head był swego rodzaju punktem obserwacyjnym.
Moja Żona bacznie obserwowała mnie po drugiej stronie.
Komunikacja miedzy nami, pomimo upływu lat...
... i znacznej odległości, wciąż jest taka sama!!!  :-)
Powoli wracam ku wieży Kinbane Castle.
Teraz mam doskonałą okazję na obejrzenie wybrzeża Irlandii Północnej od strony oceanu.
Po mojej lewej stronie, na samym jego końcu, widoczne są klify Fair Head...
 Po prawej zaś, widzę sławny mostek Carrick-A-Rede, po którym wciąż, każdego dnia przechodzą nowi turyści....
Choć moja wycieczka po Kinbane Castle się kończy, obracam się ku niej jeszcze raz.
Widzę, że jej prawy róg kiedyś zawalił się do morza.
Troszkę późno, bo w 1970 Rządy obu Irlandii przebudziły się i przejęły wszystkie historyczne ruiny i zamki od prywatnych właścicieli i w powolnym procesie zaczęły zabezpieczać je przed dalszą samoistną destrukcją.
Miejsce te ukryte jest w cieniu sławnych i tłumnie odwiedzanych Giant's Caseuway oraz Carrick-A-Rede a czy warto odwiedzić ruiny Kinbane Castle, oceńcie sami...
*********************************************
Lokalizacja:
Ballycastle BT54 6LP, Wielka Brytania
Koordynaty GPS:
55°13'37"N   06°17'29"W
Film:
Autor: Honcho Media 
MAPA:
*********************************************

niedziela, 12 kwietnia 2015

Post No.114: Mel Gibson na Zamku w Trim

W marcu 1996 roku, mieszkańców miasteczka Trim, leżącego nieopodal Dublina, ogarnęła wielka radość: film "Breaveheart - Waleczne Serce" zdobył najcenniejszą nagrodę przyznawaną przez Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej - statuetkę Oscara!!!
Radości i dumie mieszkańców nie ma co się dziwić, gdyż wiele scen ujętych w filmie, kręconych było właśnie na zamku, zbudowanego nad rzeką Boyle, w tymże miasteczku.
Zamek w Trim, odwiedziliśmy pierwszy raz w 2010 roku, nawet nie wiedząc, że rozgrywały się tutaj sceny batalii, gdy armia szkocka zdobywała angielskie miasto "York".
Przyjeżdżając na miejsce, aby dojść do kasy biletowej, musieliśmy podejść lekkim wzniesieniem do dawnej bramy, prowadzącej na podzamcze.
Wzniesienie te, w dawnych czasach było podejściem pod most zwodzony, umożliwiającym przekroczenie rzeki, która dawniej okalała cały zamek. Była to tym samym pierwsza linia obrony zamku, przed napastnikami w czasach, gdy rycerze obcego państwa usiłowali zdobyć zamek.
 Z dwóch opcji zakupu biletu, my wybraliśmy tę drugą: zwiedzanie z przewodnikiem. Tylko tak mogliśmy obejrzeć zamek od środka a cena 5€ za bilet, raczej nie odstrasza. Pierwsza opcja kupna biletu umożliwiała zwiedzanie samego podzamcza, bez wejścia na zamek. Po zakupieniu biletów, musieliśmy poczekać na przewodnika, który pojawiał się w wyznaczonych porach, więc mieliśmy pół godziny na to, aby ze spokojem zwiedzić cały teren okalający Zamek Trim.
Gdy Moja Żona kupowała bilety, ja rozglądałem się dookoła.
W miejscu, w którym teraz staliśmy, dokładnie nad nami, do dnia dzisiejszego istnieją dwa otwory w sklepieniu. 
Pierwszy z nich, zbudowany przed istniejącą dawniej kratą ( na zdjęciu czarny kwadrat), drugi umieszczony za nią . To dzięki tym otworom obrońcy zamku wylewali gorącą smołę na napastników, którzy forsowali bramę. Była to jedna z podstawowych technik obrony, która stosowana była wówczas na wszystkich zamkach, na całym świecie. Zamek w Trim, został zbudowany przez Normanów, i prawdopodobnie jest to jedyny tak duży obiekt w Irlandii, który w jakiś cudowny sposób dotrwał do lat dzisiejszych. Oto i On, w całej okazałości...
Jest całkiem możliwe, że 800 lat temu całość prezentowała się znacznie inaczej:
Obraz Uto Hogerzeil
Mając do dyspozycji pół godziny, ruszyliśmy w prawo, trzymając się okalający teren, murka. Co jakiś czas mijaliśmy otwory strzelnicze, umożliwiające obrońcom oddanie strzału z łuku. Niewielkie otwory w zupełności wystarczały, aby kogoś uśmiercić...
 Na rogu dziedzińca, w dniu dzisiejszym niestety możemy zobaczyć tylko ruiny Wielkiej Sali, w której spotykali się możni Panowie, aby omawiać wszelkie istniejące problemy. Budynek ten był podpiwniczony oraz posiadał "centralne" ogrzewanie.
Sala, w której ów Panowie się spotykali, musiała być dość spora, lecz dziś zostały tylko po niej podstawy po dawnych kolumnach podtrzymujących konstrukcje dachu.
Tuż obok, znajduje się jedno z tych miejsc, gdzie chciałoby się zajrzeć, spenetrować i przeszukać w poszukiwaniu skarbów, których oczywiście już dawno nie ma lub nigdy nie było.
Forma wykończenia każdej z budowli, posiadała wygładzony kamień, kąty itp nadając odpowiednią formę budynku czy też wieży, którą możemy zobaczyć do dziś. Zastanowiło mnie to, że wewnątrz takich budowli, stosowano znacznie inną technikę budowy: do zaprawy dokładano byle jakie kamienie i głazy, aby tylko wypełnić metry sześcienne budulca. Zdjęcie poniżej jest chyba najlepszym dowodem niezwykłej, przyznacie, techniki budowy...
Tuż obok znajduje się tajemnicze wejście do pomieszczenia, które z naszego poziomu, wydawało się usytuowane pod ziemią. Prawdopodobnie była to jakaś krypta.
Wewnątrz tej krypty, zachował się kanał, którego koniec prowadził do wprost do przepływającej obok rzeki.
Tuż obok znajduje się miejsce, które dawniej zwane było River Gate - Brama Rzeczna. Ta bramą dostarczano wszelkie pożywienie, które przypływało na łodziach. Rzeka Boyle bowiem, kiedyś wyglądała inaczej: była znacznie szersza i głębsza, umożliwiając łodziom przypłynięcie z towarem pod zamek.
Trzymając się murka okalającego kompleks zamku, w pewnym momencie oglądamy się za siebie. Zamek Trim, zwanym inaczej zamkiem Króla Jana, prezentował nam się w pełnej okazałości. Na schodach, które prowadziły wprost do wejścia, na przewodnika stały dwie osoby, lecz jeszcze chwilkę muszą poczekać.... Zdjęcie te jest poniekąd również dowodem, w jaki sposób Normanowie budowali zamki.Wejście do zamku, zostało usytuowane na odpowiedniej wysokości w stosunku do  poziomu gruntu. Oczywiście miało to utrudnić napastnikom dostanie się do zamku.
Na zdjęciu widać, że powoli czas okrywa zewnętrzne mury zamku: pojawiły się roślinki, które wyrosły w szczelinach zaprawy a sam zamek, gdy był zupełnie opuszczony, w XIX wieku wyglądał tak:
National Library of Ireland - Eason Photographic Collection
My ruszyliśmy w kierunku wschodnim, trzymając się niewidocznej granicy - nie istniejącego już muru, który zbudowany był wzdłuż rzeki Boyle. Przy okazji, Moja Połówka znalazła w tutejszych krzakach pajęczą sieć, na której widoczne były kropelki rosy...
Doszliśmy w ten sposób, do najbardziej wysuniętej na wschód wieży, która pełniła rolę obronno-obserwującej. Nietypowy kształt przyciągał nas i zachęcał....
Weszliśmy do środka. Paro kondygnacyjna wieża dziś zmieniła nieco swe oblicze...
Barbican Gate jest następną bramą, którą zwiedzamy, która kiedyś służyła przede wszystkim wojsku. Posiadała zwodzony most, podnoszoną kratę jak również system pułapek dla atakującego napastnika.
Po drugiej stronie brama ta wygląda tak:
Pół godzinki nam szybko przeleciały i musimy zakończyć nasze zwiedzanie, gdyż wybiła pora naszego spotkania z Przewodnikiem. W takich właśnie spotkaniach najbardziej obawiamy się, że niewiele z opowiadań zrozumiemy, gdyż nasz Pan Przewodnik zdecydowanie używa nowych dla nas słów, których nie słyszymy na co dzień. Ale, jednak nie taki Diabeł straszny, jak go malują...
Spotykamy się tuż przy schodach prowadzących do wejścia na zamek...
Nasz przewodnik okazał się bardzo miłym człowiekiem.
Już na początku poprosiłem go, aby pokazał mi oryginalny klucz otwierający nam drzwi do środka i ten, od razu mi go wręczył. To klucz, który ma 800 lat, ale został wzięty wraz zamkiem z drzwi  jednego z kościołów w Trim i został zamontowany tutaj.
Normanowie, jak się chwilę potem okazało, zbudowali potężny, trudny do zdobycia zamek, choć sam w sobie taki miał nie być. Wszystkie pułapki, stosowane w zamku a których pisałem wcześniej, były po prostu czymś normalnym w czasach, gdy żyli pierwsi właściciele zamku. Nie inaczej jest przecież teraz: właściciele domów może już nie stosują wylewania gorącej smoły ale przecież są zakładane różnego rodzaju alarmy przeciw włamaniowe. Zamek spełniał swą role wyśmienicie: gdy jeden z właścicieli wrócił ze swoją armią po swoją własność, zdobywał swój zamek przez siedem tygodni!!!
Po środku wielkiej hali, zobaczyliśmy trzy makiety zamku a tym samym trzy okresy przebudowy zamku w Trim:
Już na pierwszej makiecie, możemy zobaczyć coś, czego dzisiaj nie ma: nad drzwiami istniał dodatkowy korytarz, zbudowany z drewna, łączący dwie wieże zamku. Był to dodatkowy pomost strzelniczy, dzięki któremu obszar ostrzału znacznie się powiększał, ale w momencie forsowania głównych drzwi przez wroga, pomost ten podpalano, aby spalona konstrukcja mogła zwalić się na atakujących zamek ludzi.
Jak widać na zdjęciu powyżej, podstawa zamku stworzyła kąt prosty na poziomie gruntu. Z czasem to również zmieniono, gdyż uznano, że takie rozwiązanie ułatwia atakującym ustawienie drabin. Rozwiązaniem które zastosowano, było dodanie podstawy, która była ustawiona pod odpowiednim kątem a którą możemy zobaczyć do dnia dzisiejszego:
Patrząc na tę stronę zamku, od wschodu, wiemy, że to z tej strony kręcono w filmie "Waleczne Serce" wyrzucenie przez Króla Anglii jednego z pomocników syna....
Ciekawym rozwiązaniem było dostarczanie wody do zamku. W XIV wieku nie istniały pompy wodne, więc zastosowano najprostsze z możliwych rozwiązań: zbierano deszczówkę. Deszczu w Irlandii nigdy nie brakowało a specjalny system odprowadzał wodę do zbiornika głównego, który zainstalowany był tuż pod dachem.
W czasach obecnych z dawnego dachu nie zostało nic. Rząd Irlandii wykupił zamek w 1993 roku od ostatniego właściciela i przejął nad nim opiekę,wydając sumę ponad 6.000.000€ aby przywrócić mu stan umożliwiający zwiedzanie. Nad zamkiem rozłożono specjalny dach, który był znacznie tańszy od kompletnej renowacji, zbudowano pomosty łączące skrzydła zamku. Zamek oddano do dyspozycji turystom w 2000 roku, a więc już po nakręceniu sławnego filmu "Braveheart".
Wracając do historii, wkrótce potem drewniana konstrukcja, o której pisałem wcześniej, oplotła zamek dookoła, tym samym zwiększając skuteczność obrony...
Paradoksalnie, to właśnie w filmie "Waleczne Serce" najlepiej widać, jakich technik używano w średniowieczu w czasie obrony zamku. Rycerze na flankach oprócz wypuszczanych strzał, rzucali również kamienie oraz lali na napastników gorącą smołę...
kadr z filmu "Waleczne Serce"
kadr z filmu "Waleczne Serce"
Chwilę potem wchodziliśmy po schodach na pierwsze piętro. Schody które tworzyły spiralę, zbudowano również według systemu obronnego. To właśnie takie rozwiązanie umożliwiało powstrzymanie przeciwnika, który musiał uderzać mieczem wyżej i po półkolu rycerza, który stał znacznie wyżej i bronił dostępu. Z kolei to właśnie ten który odpierał ataki, miał większe szanse do zadania decydującego ciosu, gdyż był w znacznie wygodniejszej sytuacji...
Znaleźliśmy się w pomieszczeniu, które posiadało własną ubikację. No może w zasadzie powinienem napisać zalążki ubikacji. Specjalny otwór w podłodze wyprowadzał na zewnątrz wszelkie ludzkie fekalia. Tym samym, dzięki naszemu przewodnikowi, dowiedzieliśmy się, że papier toaletowy w tamtych czasach zastępowała słoma. Gdy dodamy do tego fakt, że gorąca kąpiel była rarytasem i  brana była tylko raz w miesiącu, kreuje się nam obraz standardów ówczesnej higieny.
Wkrótce potem weszliśmy do sali, która została użyta w filmie "Waleczne Serce" - przynajmniej tak reklamował tę salę nasz Przewodnik. Scenę wyrzucenia giermka przez okno, pamiętają wszyscy, lecz niestety fotka nam nie wyszła przez brak ostrości...Zamiast fotki komnaty, umieszczam kadr z filmu, z tejże komnaty...
kadr z filmu "Waleczne Serce"
Następną salę, którą możemy zobaczyć na własne oczy, jest sala, którą była osobistą komnatą właściciela zamku. Na jednej ze ścian, widoczne są wykute w kamieniu specjalne miejsca na osobisty ołtarzyk.
W pewnym momencie znaleźliśmy się na jednym z pomostów łączących skrzydła zamku. Makiety zamku, z tej wysokości, zrobiły się całkiem małe...
W końcu weszliśmy na szczyt zamku. Przed nami rozpościerał się widok na małe miasteczko Trim...
Z tej perspektywy wszystko wygląda znacznie inaczej.
Gdy skończyliśmy cieszyć oczy widokiem, Przewodnik pozwolił nam na zejście krętymi schodami na sam dół zamku. Przyznaje, że wrażenie ciekawe a i w głowie lekko się zakręciło...
Tym samym nasza wycieczka prawie się zakończyła. Z ciekawostek, które nasz przewodnik zostawił na sam koniec naszego zwiedzania, to możliwość zobaczenia przewodu kominowego, który odprowadzał dym na zewnątrz zamku. Główne palenisko znajdowało się zazwyczaj w podpiwniczeniu, a specjalnie rozprowadzone kanały, roznosiły ciepło po całym zamku. Troszkę szkoda, że wewnątrz komina teraz znajdują się jakieś kable, które tak na prawdę psują cały efekt...
Na zakończenie zobaczyliśmy napis, który ktoś kiedyś wyrył na jednej ze ścian zamku. Nazwisko Beel z datą 1743. Według historyków, którzy starali się poznać właściciela, napis powstał w momencie, gdy zamek był już opuszczony i w teorii nie miał żadnego właściciela. Pan Beel, okazał się osobą anonimową, prawdopodobnie był jednym z żołnierzy stacjonujących w pobliżu Trim. Sam napis, wykonany ze starannością, świadczy o dłuższym pobycie żołnierza w tym miejscu, jak również świadczy o wielkiej nudzie w czasie wykonywania swoich obowiązków.
W pierwszym momencie, gdy dowiedziałem się, że na zamku Trim kręcono film pt.:"Waleczne Serce", nie mogłem skojarzyć miejsca, w którym odbywały się większość ze scen. Dopiero potem zrozumiałem, że nie odnalazłem właściwego miejsca, dzięki choreografii, która została użyta w filmie. Zamek w Trim bowiem, przeszedł wielkie przeobrażenie:
Zdjęcie wykonał Jacq 1212 - Panoramio
Sceneria filmu natomiast wyglądała tak:
Jak widać ludzie odpowiedzialni za scenografię, wykonali kawał świetnej roboty. Lewa strona murów była zwykłą atrapą, która nadała wielkości zamkowi a jednocześnie "odcieła" w tle widok na miasteczko.
Batalię zdobywania miasta York, znają chyba już wszyscy...
Starałem znaleźć znacznie więcej zdjęć z okresu kręcenia filmu, ale prawda jest taka, że niewiele zdjęć umieszczonych jest w internecie. Rok 1995 był rokiem, w którym choć internet się rozwijał, to jeszcze nie był masowo dostępnym. Nie istniały telefony z systemem Android, były tylko normalne aparaty fotograficzne, które zazwyczaj nie zbliżały tak bardzo miejsca, w których kręcono "Waleczne Serce". Jednak codziennie, mieszkańcy małego miasteczka Trim, mogli podziwiać kunszt choreografów, którzy znacznie zmienili wygląd zamku...
Oczywiście Mel Gibson był najbardziej znaną osobą w całej ekipie. Ileż to osób próbowało dostać jego autograf?
Mało kto wie, ale w Zamku Trim kręcono jeszcze jeden film. Powoli ludziom ucieka ten fakt z pamięci, gdyż kręcono go w 1978 roku. Lecz sam film był i jest znany, opowiada o losach amerykańskich żołnierzy biorących udział w II wojnie światowej, którzy zostali przydzieleni do kompani zwanej inaczej Czerwona Jedynka.


Pasjonatów filmów wojennych, nie trzeba długo zachęcać do obejrzenia tego filmu. Ja natomiast z chęcią oglądam fragment z udziałem zamku, który w roku 1978 był zupełnie opuszczony. Akcja filmu zaczyna się, gdy amerykańscy żołnierze, w drodze do Berlina, przekraczają jedną z niemieckich rzek... Rzeką jest oczywiście Boyne River, a w tle irlandzkie krowy...
kadr z fimu: " Wielka Czerwona Jedynka" - 1978
Przed kompanią o nazwie Czerwona Jedynka, wyłania się zamek, a raczej jego ruiny...
kadr z fimu: " Wielka Czerwona Jedynka" - 1978
Żołnierze jeszcze nie wiedzą, że w jednym z dawnych okien czai się wróg...
To chyba najlepsze ujęcie, które przedstawia tak charakterystyczne miejsce, znajdujące się na przeciwko Zamku Trim.
W roku 1978 mostku, który służy dzisiaj turystom do przechodzenia na drugą stronę,
 jeszcze nie było...
kadr z fimu: " Wielka Czerwona Jedynka" - 1978
Padły pierwsze strzały...
kadr z fimu: " Wielka Czerwona Jedynka" - 1978
Żołnierze z "Czerwonej Jedynki" powoli dostają się do zamku i to od tego momentu możemy zobaczyć wnętrze zamku, jakże inne od dzisiejszego...
kadr z fimu: " Wielka Czerwona Jedynka" - 1978
Niemieckim strzelcem okazało się zwykłe dziecko...
kadr z fimu: " Wielka Czerwona Jedynka" - 1978
Zdecydowano się nawet na ujęcie zamku z "lotu ptaka"...
kadr z fimu: " Wielka Czerwona Jedynka" - 1978

Chyba tylko dzięki decyzji reżysera, co do lokacji ujęć mamy możliwość ujrzenia, w jakim stanie przejął zamek Rząd Irlandii. Niewątpliwie dzięki tym dwóch filmom historia zamku nie zamknęła się w okresie XVI wieku, lecz rozwinęła się, dopisując do niej dwie nowe karty. Dobrze, że tak się stało, gdyż niewątpliwie oprócz dni chwały, Zamek Trim miał również dni upadku. I tak na przykład w pewnym okresie, dziedziniec zamka służył jako.... wysypisko śmieci. Dziś każdy z nas może odwiedzić te miejsce i myśle, że jest tego warte: Zamek w Trim zbudowali Normanowie a budowla była tak dobra, że wytrzymała próbę czasu, wynoszącą 800 lat. Wytrzymała również inwazję szkockiej i amerykańskiej armii... ;-)
www.stationhousehotel.ie
*********************************************
Lokalizacja:
Trim Castle, Trim, Co.Meath, Ireland
Koordynaty GPS:
53°33'17.66"N   06°47'25.99"W
Film:
Autor: rip121
MAPA:
INFORMACJE:
Godziny Otwarcia:
Styczeń
09.00-16.00
Maj
10.00-17.00
Wrzesień
10.00-17.00
Luty
09.30-16.30
Czerwiec
10.00-17.00
Październik
09.30-16.30
Marzec
09.30-16.30
Lipiec
10.00-17.00
Listopad
09.00-16.00
Kwiecień
10.00-17.00
Sierpień
10.00-17.00
Grudzień
09.00-16.00
Bilety:
Dorośli:
Dzieci:
Familijny:
4€
2€
4€
Email:
Telefon:
+ 353 46 943 8618
*********************************************