niedziela, 24 maja 2015

Post No.118: Tunele, dziwna wieża, i "Dolina śmierci".

Tę niesamowicie dziwną wieżę, odkryłem przeglądając zdjęcia z Google. Niezwykłość tejże budowli polega na tym, że schody prowadzące na jej szczyt, zbudowane zostały na zewnątrz, zupełnie inaczej niż w wieżach spotkanych przez nas dotychczas.
Znalezisko było tym większym dla mnie zaskoczeniem, gdy okazało się, że kamienna wieża dumnie wznosi się na jednym ze szczytów Gór Wicklow, koło małej miejscowości Ballycorus.
Aby dostać się do wieży, wystarczyło dostać się na Parking Carrickgollogan Park.
Parkin jest darmowy a dostępu do niego pilnuje metalowa brama, która jest otwierana i zamykana przez tutejszych wolontariuszy od godziny 09.00 do godziny 16.00.  
Przyjeżdżając na miejsce nie sadziłem, że znajdziemy się na terenie leśnym, więc nie byłem przygotowany na wyprawę i nie bardzo wiedziałem, w którą stronę mam się wybrać. Na szczęście na samym Parkingu znajduje się mapa, dzięki której z łatwością odnajduję cel naszej dzisiejszej podróży.
Rozpoczynamy naszą wędrówkę.
Za tablicą, musimy się lekko wspiąć leśnym traktem aż do rozwidlenia. Tam, choć tabliczki wskazują obecność szlaku z lewa na prawo i odwrotnie, ruszamy na wprost, w kierunku drzew, mijając wcześniej karczowisko.
 Zostaje nam do przejścia las, który po kilku krokach przerzedza się.
Jesteśmy już bardzo blisko naszej nietypowej budowli...
I oto jest: prawie dwustuletnia wieża dumnie wznosząca się na wzgórzu, z którego można podziwiać panoramę Dublina, oraz daleki półwysep Howth. Całość kamiennego słupa niczym wąż, oplatają schody zbudowane z tego samego materiału a które prowadzą na jej szczyt, ku platformie obserwacyjnej...
Rozglądamy się dookoła wieży, podziwiając jej nietypową budowlę i zastanawiamy się nad jej pierwotnym przeznaczeniem. Jej historia w zasadzie rozpoczęła się z rokiem 1806, gdy na pobliskim zboczu odkryto zasoby ołowiu, które wkrótce potem zaczęto wydobywać. Spółka Górnicza Mining Company of Ireland w związku z tym odkryciem, chciało wybudować piec hutniczy w bezpośredniej bliskości szybu, lecz istniał problem, z którym Zarząd musiał się zmierzyć: przy wytopie ołowiu powstawały trujące dla człowieka opary.
Postanowiono wybudować na wzgórzu, na którym własnie stoimy, bardzo wysoki komin...
Jak już się domyśleliście, ta nietypowa wieża, w rzeczywistości była hutniczym kominem. 
Dlaczego, pomimo wysokiego ryzyka, postanowiono zbudować taki obiekt? 
Powód jeden i konkretny dla samych mieszkańców doliny: praca. 
 Spółka Górnicza, pozwoliła zatrudnić, w jej szczytowym okresie, 130 osób i to w czasach, gdy na Zielonej Wyspie panowała Zaraza ziemniaczana. Ponadto spółka wybudowała 11 domów dla swoich pracowników oraz zdecydowała się sponsorować miejscową szkołę.
Dawne wejście do Spółki Górniczej Ballycorus
Komin był na na tyle wysoki, że został naniesiony na mapach Admiralicji, dzięki któremu Kapitanowie przepływających statków, mogli określić położenie własnego statku.
Niestety wraz z upływającym czasem, wydobycie oraz przetapianie ołowiu przestało się opłacać.
Hutniczy piec wygaszono, a "nasz obiekt" stał się nieczynnym już kominem.
Nietypowa budowla oraz fakt, że lata mijały i narodziły się nowe pokolenia spowodował, że nieczynny komin stał się atrakcją turystyczną. Dla bezpieczeństwa zwiedzających postanowiono zburzyć 1/3 wysokości komina, aż do platformy widokowej.
Dodatkowo, zadecydowano o zburzeniu kilku stopni w trzech różnych miejscach, aby uchronić turystów przed chęcią wspinania się na sam szczyt komina.
Gdy przybyliśmy po samą wieżę, rozglądaliśmy się ciekawie dookoła. Na zachodniej stronie, znajduje się wejście do wewnątrz komina. Dzięki niemu, doskonale widoczna jest grubość podstawy...
Oczywiście, musimy zajrzeć do środka, w końcu nie codziennie można zobaczyć komin od wewnątrz....
Oddalamy się na zachód po stoku, który prowadzi w dół doliny. W niewielkiej odległości od stojącej wieży, odnajdujemy ślady dawnych prac wydobywczych związanych z kopalnią.
Nieco niżej odnajdujemy to, co chcieliśmy odszukać i zobaczyć.
To tzw tunele Ballycorus, do których decyduję się wejść tylko ja.
Wchodzę przez jeden z wielu otworów. Wbrew pozorom przebywanie w tychże tunelach jest bezpieczne, choć nie ukrywam, że na początku miałem stracha...
Nazwa "tunele" powstała prawdopodobnie przez wrażenie, które sam teraz własnie odczuwam.
Zbudowanym obiektem, który własnie penetrowałem, był tak na prawdę przewodem kominowym!
Takim rodzajem przedłużenia od pieca hutniczego, znajdującego się w dolinie a zbudowanym na wzgórzu kominem - wieżą. Tunel ten ma aż 1,5 kilometra długości!!!
Przewód taki miał w sobie trzy zastosowania: pierwszy, oczywisty: łączył piec z kominem. 
To właśnie tymi "tunelami" szkodliwe opary przemieszczały się aż do wylotu komina-wieży.
Drugie zastosowanie było związane z wytopem ołowiu. W czasie odprowadzania dymu do komina, toksyczne opary skraplały się, zostawiając na ściankach przewodu cenny pył, jakim był ołów.
Dzięki takiemu "Recyklingowi" rocznie odzyskiwano ołów o wartości 1.400 funtów, co pozwoliło na szybkie zwrócenie się kosztów budowy tego nietypowego przewodu kominowego.
Poruszam się w tunelach lekko pochylony, ale ze swobodą i właśnie jest to trzeci powód zastosowania takiego rozwiązania przy budowie. Gdy odzyskany pył osiadał na ściankach przewodu, do środka wchodzili pracownicy kopalni i za pomocą odpowiednich narzędzi, zeskrobywali go ze ścian.
Pisałem wcześniej, że chodzenie tymi tunelami jest stosunkowo bezpieczne. I tak jest w istocie, gdyż tak na prawdę cały ten przewód kominowy zbudowany jest na poziomie ziemi, a patrząc z boku wygląda jak zwykły mur. Grożą nam tak na prawdę tylko dwie rzeczy: ewentualny upadek cegły na głowę, gdyż konstrukcja ma już prawie dwieście lat...
...oraz mieszkające w tychże tunelach nietoperze.
Zamieszkują je w niższych, zaciemnionych partiach, więc Ci, którzy chcą tam wejść, niech wezmą to pod uwagę...:-)
Wracam do swojej żony i razem kierujemy się z powrotem do wieży.
Na miejscu wchodzę na kilka stopni. Ta nieodparta chęć wejścia na sam szczyt, dosięga i mnie.
Lecz Moja Żona - mój życiowy przewodnik - skutecznie mnie zniechęca.
Lecz są tacy, którzy wchodzą a filmik, który przedstawiam poniżej, przedstawia nie tylko tunele, które spenetrował autor, ale również, ukazuje wejście na szczyt wieży  
Autor:  thebettyfordclinic        
Z tych kilku stopni, na które wszedłem, doskonale widać resztki przewodu kominowego - tunelu, które prowadził wprost do wejścia, przez które zobaczyliśmy komin od wewnątrz. 
Dla chętnych wrażeń, którym jednak przyjdzie na myśl wejść na górę, proszę o rozwagę.
Pomimo solidnej zdaje się budowy, schody wieży wciąż nadgryza czas. Powinno się dwa razy zastanowić, czy faktycznie warto podjąć ryzyko, jak autor filmu:
Wieża - komin posiadała specjalne barierki, które mogły chronić wspinających się przed upadkiem.
Dzisiaj na kamiennych stopniach, zostały tylko ślady w postaci otworów ....
Powoli  żegnamy się z wieżą - kominem Ballycorus....
Kierujemy się teraz do doliny.
Tutaj, przy drodze R116, po prawej stronie drogi widzimy mur, opleciony roślinnością.
To właśnie tunel -  który prowadzi ze wzgórza aż do dawnego pieca.
 Co około 50 metrów, widać otwory przez które do wewnątrz przewodu wchodzili pracownicy Spółki i zdzierali ołów ze ścianek tunelu. Część z nich zostały zamurowane...
Jednak wiele z nich wciąż są dostępne.
Zajrzałem do jednego z nich. Oprócz śmieci, które zalegają tuż przy wejściu, nie ma tam nic więcej, z wyjątkiem nietoperzy, dla których warunki te są wręcz komfortowe.
Niestety, choć pobliskich  mieszkańców cieszyło otrzymanie pracy, wielu z nich zmarło wkrótce po jej podjęciu. Czyszczenie przewodu kominowego wiązało się z silnym zatruciem ołowiem, do którego dochodziło w kontakcie z tym pierwiastkiem. Dodatkowo nad doliną często wisiały opary ołowiu, które wydobywały się z Komina - Wieży a mieszkańcy niemal codziennie wyczuwali w ustach słodkawy smak.
Umierało tutaj tak wielu, że wkrótce Dolina, w której żyli mieszkańcy, została nazwana 'Doliną Śmierci". Według The Irish Time, data śmierci ostatniego człowieka, który umarł w wyniku zatrucia ołowiem, przypada na rok 1943.
Istnieją również przesłanki, że piec hutniczy uruchomiono na krótko w czasie I wojny światowej, wykorzystując ołów do produkcji ołowianych kul.
Oto mapka z zaznaczonym tunelem oraz kominem:
*********************************************
Lokalizacja:
Kilteran, Co.Dublin, Ireland
Koordynaty GPS:
53°13'10"N   06°09'57"W
Film:
Autor: thebettyfordclinic 
MAPA:

*********************************************
A Oto zdjęcie Marii Zwierskiej, która nadesłała swoją fotkę poprzez FB,
 za które oczywiście bardzo Dziękujemy i gratulujemy świetnego zdjęcia:

sobota, 16 maja 2015

Post No.117: Jak "Dolinę Wikingów" zwiedziłem...

Nie dalej jak w ostatni Wtorek, miałem jakieś przeczucie, żeby ruszyć nad jezioro Guinness'a.
Tak jak przeczuwałem, znalazłem się w tym miejscu w czasie kręcenia scen do najnowszej serii "Wikingów". Najlepszym dowodem był widok na pobliski parking, który normalnie jest nieczynny, a który zapełniony był samochodami właścicieli, którzy biorą udział w tej wielkiej produkcji serialu HBO.
Sam nie wiem czemu, zatrzymałem się przy bramie prowadzącej do prywatnej posesji rodziny Guinness'a, położonej nad jeziorem Lough Tay.
Google Map
Przy bramie stała sympatyczna Pani Strażnik z krótkofalówką w ręku, która w ten wietrzny dzień musiała pilnować, aby nikt obcy nie dostał się na teren posesji, gdzie co roku od lat trzech w tył, kręcone są sceny do tego, jakże sławnego, szczególnie zza Oceanem, serialu. Nawet z tego miejsca widać było, że sceny kręcone są nie tylko nad jeziorem, ale również na lewo od niego....
 Sam nie wiedząc czemu, spytałem się czy można zejść na dół. Odpowiedz zdziwiła mnie strasznie, gdyż otrzymałem pozwolenie na wejście na prywatny teren, choć pod jednym wszakże warunkiem: że nie jestem z prasy. Odparłem ze śmiechem, że z moim akcentem, raczej to niemożliwe.
Odstawiłem samochód i czym prędzej ruszyłem asfaltową drogą w dół doliny, której jeszcze nigdy nie miałem okazji zwiedzić, z wielką nadzieją w sercu, że uda mi się zrobić zdjęcie jakiemuś aktorowi przebranemu w strój Wikinga.
Już z daleka zobaczyłem, że w oddali budowane jest specjalne rusztowanie...
Jednakże powoli wyłaniał mi się również panoramiczny widok zbocza Luggali, który zazwyczaj oglądaliśmy od drogi, znajdującej się na szczycie prowadzącej na skrzyżowanie dróg na Sally Gap.
Co chwila mijały mnie samochody, autokary i ciężarówki, które ruszały w kierunku, w którym prawdopodobnie znajdowała się cała ekipa filmowa...
Niestety w czasie mojego marszu w dół, zauważyłem że z pobliskiego lasku, wydobywał się dym.
Zdałem sobie sprawę, że  ekipa filmowa jest właśnie w czasie kręcenia scen, lecz niestety nie będę tego świadkiem...
Dopiero z bliska zrozumiałem, że przy kręceniu filmu zaangażowana jest niezliczona liczba osób, którzy choć nie biorą udziału w filmie, są tak samo ważni jak sami aktorzy.
Namioty, ciężarówki wypełnione owocami i warzywami, ekipy odpowiedzialne za charakteryzację, kierowcy busów, którzy dowożą poszczególne osoby, sprzęt techniczny, oraz ratownicy medyczni...
No cóż. Nie można mieć wszystkiego na raz. Stwierdziłem, że może uda mi się zrobić zdjęcia Jeziora Guinness'a lecz tym razem z innego poziomu. Nie wiedziałem tylko jak się tam dostać, gdyż dookoła mnie znajdowały się tereny prywatne. Postanowiłem, że dojdę do parku technicznego filmu i tam się spytam o drogę, a w międzyczasie "delektowałem się" widokami, które wyłaniały się z każdym moim przebytym krokiem.

Jednocześnie byłem zdziwiony, ile w tej dolinie znajduje się prywatnych domów...
Gdy dotarłem na miejsce, dostępu do lasu broniła strażniczka, która na mój widok, z aparatem w ręku, troszkę się zmieszała. Chyba nie sądziła, że jej trzech poprzedników, stojących wzdłuż mojej trasy, przepuści mnie aż do tego miejsca. Grzecznie jej wyjaśniłem, że korzystając z okazji, wybieram się nad jezioro, porobić parę fotek.
Widziałem, że jej niesamowicie ulżyło i pozwoliła mi przejść na drugą stronę parku technicznego.
No cóż. Aktorzy filmu byli zajęci, więc skierowałem się w kierunku jeziora Guinness.
Zacząłem pokonywać teren, który wcześniej niewielu pokonywało. Teren który widziałem po raz pierwszy, był taki piękny i surowy zarazem. Szkoda tylko, że filmowy dym, który został stworzony na potrzeby filmu, zaczął lekko przesłaniać krajobraz.
Z tej perspektywy, pobliski szczyt Djouce prezentował się zupełnie inaczej.
Od razu przypomniała mi się pewna historia, gdy w 1945 roku pilot z francuskimi harcerkami na pokładzie, wylatując z gęstych chmur, na swojej trasie lotu zobaczył wyłaniającą się górę.
Tylko refleks oraz doświadczenie pilota zdobyte w czasie wojny, uratowało harcerki przed śmiercią, choć sama akcja ratownicza tuż po awaryjnym wylądowaniu, należała do jednej z najcięższych, w których uczestniczyli mieszkańcy pobliskich Gór Wicklow
Na temat wypadku, więcej przeczytacie tutaj. Zapraszam.
Wciąż maszerowałem przed siebie.
Z wielką przyjemnością oglądałem pobliskie zbocza otaczające sławne już przecież Jezioro Guinness'a...
Gdy tak wciąż patrzyłem na prawo, prawie nie zauważyłem, że jestem gościem w terenie, na którym żyją pewne ssaki:
Zaskoczenie było obopólne. Te stado sarn zachowywało się zupełnie inaczej niż sarny spotkane przeze mnie na szlaku Białym. Nie chciały być fotografowane, wręcz odwrotnie: gdy tylko zobaczyły, że wciąż się zbliżam, uciekły całym stadem do przodu, jak najdalej ode mnie.
Byłem coraz bliżej jeziora...
Dotarłem do miejsca, w którym jezioro Guinness ponownie zamienia się rzeczkę.
Znalazłem się w miejscu, w którym od wielu lat majestatycznie wznosi się zbocze Luggali, zaś po drugiej stronie, na zadrzewionej stronie wzniesienia, wiosna oznajmia swe przybycie świeżymi zielonymi, kolorami. Nigdy nie sądziłem, że znajdę się w tak uroczym obszarze. Strasznie żałowałem, że jestem sam, gdyż Moja Żona była akurat w pracy, która zapewne zrobiłaby o wiele lepsze zdjęcia, niż ja!
Na przeciwko mnie znajdowała się "Wioska Wikingów", która została już  wielokrotnie użyta w serialu, a która w tej chwili wydawała się opustoszała. Mógłbym podejść bliżej, wzdłuż zbocza Luggali, lecz nie chciałem drażnić właścicieli ziemi, po której dzisiaj odważnie kroczę.
Dzięki sporemu zbliżeniu, mogłem zauważyć dokładność wykonania dekoracji, aby jak najwierniej oddać rzeczywistość czasów, które minęły dawno temu...
Niestety, musiałem powoli wracać, gdyż obowiązki wzywały. Ruszyłem więc z powrotem, wzdłuż strumienia, który po kilku kilometrach zamieni się w następne jezioro o nazwie Lough Dan.
Delektowałem swoje oczy widokami, które roztaczały się przede mną...
Nieoczekiwanie dla samego siebie, znalazłem trofeum: 
Powoli żegnałem się z Doliną z Jeziorem Guinness'a, którą dzisiaj nazwałem "Doliną Wikingów".
Doszedłem do Technicznego Parku, z cichą nadzieją, że jednak trafię na przebranych w stroje wikingów aktorów, lecz w dniu dzisiejszym nie było mi to dane. Ponownie znad lasku wyłonił się dym świadczący o trwających pracach nad filmem...
Wróciłem na asfaltową drogę i powoli wspinałem się na górę, gdzie zostawiłem samochód, jednocześnie wciąż patrząc na miejsce, w którym byłem kilkanaście minut temu.
Piękno Gór Wicklow, niezmiennie zachwyca mnie od kilku lat. 
Obojętnie, jaka była to pora roku, góry te zawsze wyglądają pięknie...
Nie mogłem oprzeć się pokusie i gdy dotarłem do samochodu, musiałem podjechać do punktu, z którego zazwyczaj spoglądamy na Jezioro Guinness'a.
Zauważyłem, że w "Wiosce Wikingów" pojawili się ludzie pracujący przy produkcji filmu.
Prawdopodobnie wkrótce ekipa filmowa wraz z aktorami przeniesie się właśnie tutaj, aby kontynuować kręcenie scen...
Ostatni rzut oka i niestety powrót do rzeczywistości...
Szkoda, mogłem przegapić takie sceny...
www.wicklowmovies.ie
www.onlocationvacations.com
wwwwicklowmovies.ie

Widok trasy, którą przeszedłem z obrazu satelitarnego:
Wkrótce w tym samym miejscu odbędzie się Wielki Piknik z udziałem miłośników strojów Wikingów. Na datę tej imprezy wyznaczoną dzień 30 sierpnia, między godziną 11.00 a 18.00.
Niestety impreza jeszcze nie jest potwierdzona, gdyż organizatorzy czekają na zgodę odpowiednich władz. Jak na razie na chęć udziału w pikniku wyraziło 2.000 osób.
Więcej informacji znajdziecie na jednej ze stron FB:  Piknik Big Viking