poniedziałek, 19 maja 2014

Post No.73: Jak sympatyczny Delfin, Irlandczykiem się stał...

Fot. Georgi Mitchell
W roku 1983, w zatoce Dingle Bay pojawił się młodziutki delfin, który zaczął bawić się z ludźmi pływającymi na łodziach, kutrach i kajakach. Od tego czasu, nieprzerwanie do dnia dzisiejszego zatoka stała się jego domem stając się tym samym największą atrakcją małego miasteczka Dingle, położonego na półwyspie o tej samej nazwie.
Fot. Georgi Mitchell
Radość, którą prezentuje ten delfinek w styczności z ludźmi, był przyczyną powstania jego imienia: Fungi! To skrót od słów FUN GUY. Nazwa została wymyślona przez okolicznych rybaków i od razu się przyjęła
Fot. Georgi Mitchell
W tym roku postanowiliśmy zobaczyć Fungiego jeszcze raz, więc wyruszyliśmy do Dingle i tuż
 przed południem pojawiliśmy się w tym fantastycznym miasteczku. Auto zostawiliśmy na parkingu i od razu dziarskim krokiem ruszyliśmy do biura zajmującego się organizacją wycieczek.
To Dolphin Boat Tour, które znajduje się tuż przy nabrzeżu portu.
Oczywiście istnieje oficjalna strona internetowa, na którą zainteresowanych już zapraszam.
Cena biletu nie jest duża. Wynosi 16€ i istnieje jedna zasada: płacisz pod koniec rejsu, gdy zobaczysz Fungiego. Jeśli delfina nie uda się zobaczyć, wtedy opłata nie jest pobierana, bowiem zawsze istnieje ryzyko, że z jakiś przyczyn Fungi się nie pojawi, lecz wszyscy mieszkańcy Dingle zapewniają, ze dotychczas się to nie zdarzyło. 
Po krótkim oczekiwaniu pojawił się nasz środek transportu o wdzięcznej nazwie "Lady Laura".
Pojawiamy się na pokładzie jako jedni z pierwszych chętnych.
Siadamy sobie w kąciku i grzecznie czekamy aż wszyscy znajdą się na pokładzie.
W końcu ruszamy.
Razem z nami nad zatokę wyruszył kuter oraz morska żaglówka. Na tle miasteczka oraz pobliskich wzgórz całość wygląda wręcz pocztówkowo. Na dodatek zaczyna świecić słońce co poprawia nastrój na pokładzie. Pomimo tego wzięliśmy kurtki, gdyż atlantycki wiatr jest jeszcze zimny..
Na delfina musimy jeszcze troszkę poczekać, gdyż musimy wypłynąć na środek zatoki, więc zanim dotrzemy na miejsce, mamy czas na podziwianie okolicznej panoramy.
W końcu odczuliśmy jak nasz stateczek znacznie zwolnił. Znaleźliśmy się w regionie, gdzie potencjalnie pływa Fungi. Tym samym na łodzi wytworzyła się zabawna sytuacja, gdyż każdy na łodzi zaczął rozglądać się dookoła a niektórzy z naszej grupy co chwila krzyczeli: Tam jest!! Chwilę potem okazywało się, że to rozbłyski fal w słońcu dawały nam realne złudzenie wynurzonej płetwy delfina.
W końcu Fungi został zauważony. Wszyscy na łodzi podekscytowani zaczęli przeskakiwać od burty do burty w nadziei na wykonanie najlepszego zdjęcia. A kawalarz Fungi wciąż zmieniał swoje położenie w stosunku do łodzi: a to się pojawiał z przodu a to z tyłu...
 To niewiarygodne, że ten żyjący w wodzie ssak waży 500 kilogramów a porusza się w wodzie z taką gracją, jakby ważył dwa zera mniej. Na dodatek wzrost Fungiego znacznie przekracza wysokość człowieka: to aż cztery metry!!
Podobno kiedyś Fungi był zakochany.
Jego dziewczyna przez jakiś czas przebywała razem z Fungim w zatoce, lecz wybranka przegrała z przywiązaniem Fungiego do ludzi i odpłynęła.
Właściciele biura mówią, że raz w roku do Fungiego na jakiś czas dołącza parę sztuk delfinów. Przebywają razem z nim parę dni i tak jak się pojawiły, tak znikają. 
Powiadają, że być może to ex dziewczyna z potomkami odwiedzają swojego tatę....
Z Fungim jest tak: Ja ci się pokażę a Ty mnie potem szukaj. Wygląda to troszkę jak droczenie się, ale przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo. Na nasze szczęście kapitanowie obu kutrów doskonale wiedzieli w którą stronę płynąć aby delfina odnaleźć. W końcu bawią się w tę samą grę już od trzydziestu jeden lat...
Obaj kapitanowie w pewnym pędzie zbliżają się do siebie, biorąc Fungiego "w kleszcze".
Dzięki tej taktyce, nasz bohater co chwila nam się pokazuje, umożliwiając wykonanie zdjęcia.
 Myśleliśmy że dzisiejszego dnia delfin wyskoczy chociaż raz w górę, ale niestety Fungi nie miał ochoty na taką zabawę. Być może przyczyną było to, że na pokładzie nie było dzieci, a być może i to, że nie miał dzisiaj nastroju. Trzeba też pamiętać o tym, że Fungi nie jest tresowanym delfinem. To istota zupełnie wolna i swoją wolność manifestuje, gdy ktoś próbuje podrzucić rybkę. Nigdy takowej nie przyjmie...
Delfin ponownie gdzieś nam się chowa ale Kapitanowie tym razem nie kręcą kółek po zatoce, tylko bez namysłu idą całą naprzód na wprost wyjścia z zatoki. Zajmuje to troszkę czasu, więc mamy jeszcze chwilę aby się trochę porozglądać...
Na wschodnim krańcu klifu stoi Latarnia Dingle, zbudowana już w 1885 roku, aby nocą wskazywać wszystkim rybakom drogę do domu. To niewielka latarnia, jej wysokość wynosi parę metrów, lecz za to jest bardzo urokliwa, a swoje zadanie wykonuje w 100%.
Po drugiej stronie wejścia do zatoki stoi zbudowany na skale kopiec z kamieni.
Kiedyś, na tę niewielką skałę codziennie wieczorem, ktoś przybywał łodzią z miasteczka.
Na łodzi przywoził materiał palny takie jak drzewo czy torf i rozpalał na skale ognisko.
Dzisiaj zostały tylko kamiennie, przypominając jak bardzo ważne dla rybaków było, aby takowy drogowskaz istniał...
Minęliśmy wejście do zatoki i od razu pokazał nam się Fungi. Radośnie płynął razem z nami, tuż przy łodzi, dając okazję nam wszystkim na wykonanie paru zdjęć. Następnie wydmuchał wodę zaczerpnął powietrza i zanurkował. Zdążyliśmy tylko zobaczyć jak szybko schodzi na głębinę...
My pamiętamy jak trzy lata temu, Fungi odpłynął od naszej łodzi. Wtedy nasz kapitan miał problem, bo nie mógł naszego bohatera namierzyć. Naraz w odległości może z z trzysta metrów od nas, usłyszeliśmy krzyk. To kajakarz przestraszony krzyknął, gdy Fungi nad jego kajakiem sobie przeskoczył. Ot taki z niego kawalarz.
Nasza wycieczka, po godzinnym pływaniu po zatoce zakończyła się. Na wszystkich twarzach gościły uśmiechy, choć na pewno każdy był lekko rozczarowany.  My po prostu nie trafiliśmy na "skoczkowy" dzień. Co nam się nie udało, udaje się innym:
Fot. Georgi Mitchell
Fot. Georgi Mitchell
Niewiele zwierząt za swojego życia ma swoje pomniki. Fungi ma.
To dzięki niemu, rzesze turystów odwiedziło nie tylko samą zatokę, lecz również miasteczko i przepiękną okolicę. Fungi rozsławił Półwysep Dingle na cały świat!
*********************************************
Lokalizacja:
Dingle, Co.Kerry, Ireland
Koordynaty GPS:
 52°08'20.74"N   10°16'28.91"W
Film:
Autor: Rolf T.
WEBSITE:

MAPA:
*********************************************

niedziela, 11 maja 2014

Post No.72: Jedyny Fiord w Irlandii - Killary Fiord

Jadąc z Hrabstwa Mayo w kierunku południowym, przypadkiem odkryliśmy Jedyny Fiord w Irlandii.
To Killary Fiord, który długość wynosi około 16 kilometrów a który jest jednocześnie umowną granicą pomiędzy hrabstwami Mayo i Galway.
Fiord to rodzaj głębokiej zatoki, mocno wcinającej się w głąb lądu z charakterystycznymi stromymi brzegami. Choć Fiord Killary nie może równać się do fiordów w Norwegii, które mają długość nawet do 200 kilometrów, to jednak należy docenić, że na tak małą wyspę, jaką jest Irlandia, 16 kilometrów to nie jest to mało.
www.en.wikipedia.org
Głębokość tej przepięknej zatoki wynosi 45 metrów i od wielu lat wody te są wykorzystywane do połowu małży i łososi. Na północnej stronie wznosi się bardzo trudno dostępny szczyt Mweelera z wysokością przekraczającą 814 metrów, natomiast od strony południowej wznosi się górskie pasmo Maumturks.
www.en.wikipedia.org
 Postanowiliśmy odwiedzić w tym roku ten przepiękny fiord i przyjechaliśmy nad zatokę już drugi raz, lecz tym razem pogoda nie dopisała i co chwila padał "kapuśniaczek".
Chcieliśmy powtórzyć naszą wycieczkę, którą odbyliśmy cztery lata temu razem z Killary Fiord Cruise.
Przyjechaliśmy na parking, którego w zasadzie nie można ominąć a usytuowany jest tuż przy drodze N59.
 Choć może sam parking nie jest urodziwy, zawsze znajdują się tam chętni rejsu wzdłuż zatoki. Ostatnio pojawiły się nawet autokary, świadcząc o tym, jak z roku na rok miejsce te jest coraz bardziej popularne. Mała budka z biletami jest jeszcze zamknięta lecz gdy tylko pojawi się nasz transport, jeden z członków załogi otworzy drzwi i będzie osobiście sprzedawał bilety.
Z niecierpliwością czekamy na nasz statek, który zabierze nas na wyprawę wzdłuż zatoki.
Wyprawa wzdłuż fiordu i z powrotem trwa 90 minut.
A oto już z daleka zauważamy nasz stateczek.
Z każdą minutą rośnie nam w oczach i tak na prawdę bardzo się cieszymy, że uda nam się powtórzyć naszą podróż...
Connemara Lady - bo tak się statek nazywa, w końcu przybił do przystani.
Wewnątrz, widzieliśmy sporo twarzy, które roześmiane wyglądały przez okna.
Chwilę potem pierwsze osoby zeszły na ląd. Co ciekawe, wejście i zejście znajduje się pod statkiem, między kadłubami łodzi. Oczywiście jeden z członków załogi pomaga i dba o bezpieczeństwo turystów...
Niestety w momencie, kiedy mieliśmy już kupić bilety, stało się coś na co zanosiło się już od wielu godzin: spadł deszcz. I to taki deszcz, że musieliśmy zmienić plany. Nie było najmniejszego sensu podziwiać widoków zatoki Killary Fiord, których nie było widać przez nisko leżące chmury....
Trochę szkoda, bo oboje doskonale pamiętamy naszą poprzednią wycieczkę i wiemy, że na prawdę warto popłynąć dwukadłubowym katamaranem wzdłuż najdłuższego Fiordu Irlandii.
Killary Cruise oferuje nie tylko widoki, ale również coś do zjedzenia wewnątrz Connemara Lady
. Zazwyczaj w drodze powrotnej turyści schodzą pod pokład, gdzie znajduje się bufet. Można w nim zamówić normalny obiad, najlepiej tuż przed samym rejsem, wtedy cena biletu jest niższa.
Dla tych którzy wolą przy ziemskie smakołyki, również coś się znajdzie...   :-)
W czasie, kiedy my rezygnowaliśmy z biletów, między mną a jednym z członków załogi wywiązała się mała dyskusja. Rozmawialiśmy o Irlandii i naturalnym torem rozmowy weszliśmy na Killary Cruise. Choć ów Pan był bardzo zajęty obiecał, że prześle mi swoje fotki które sam wykonał w czasie wolnym od pracy.
Ja również coś obiecałem i fotki umieszczam z wielką przyjemnością:
www.killaryfjord.com
www.killaryfjord.com
www.killaryfjord.com
Ostatnio Killary Cruise rozszerzyło swoją działalność. Można tam organizować wesela i przyjęcia a co jakiś czas odbywają się na pokładzie recitale muzyczne z udziałem zaproszonych muzyków.
Więcej znajdziecie na oficjalnej stronie firmy, którą z przyjemnością polecam:
www.killaryfjord.com
My niestety ruszyliśmy dalej. O wiele dalej od miejsca, gdzie cumuje katamaran, znaleźliśmy urocze plaże, które nawet w czasie pochmurnego nieba wyglądają wspaniale...
Pisząc Jedyny Fiord użyłem słowa w przewodnikach promującego akurat te miejsce.
Jednakże w Irlandii są jeszcze dwa fiordy:  Lough Swilly w Donegal oraz Carlingford Lough w Irlandii Pónocnej.
Jednakże nie czepiając się szczegółów, Killary Fiord jest piękniejszy, dłuższy i  znacznie głębszy.
*********************************************
Lokalizacja:
Nancys Point, Leenane, Co.Galway, Ireland
Koordynaty GPS:
 53°35'59.38"N   09°43'49.65"W
Film:
Autor: James Eric Tidwell
WEBSITE:
INFORMACJE:
Godziny Otwarcia:
Styczeń
Closed
Maj
10.30 12.30 14.30
Wrzesień
10.30 12.30 14.30
Luty
Closed
Czerwiec
10.30 12.30 
14.30 16.30
Październik
12.30 14.30
Marzec
Closed
Lipiec
10.30 12.30 
14.30 16.30
Listopad
Closed
Kwiecień
12.30 14.30
Sierpień
10.30 12.30 
14.30 16.30
Grudzień
Closed
Bilety:
Dorośli:
Dzieci:
Familijny:
21 €
10 €
42 €
Email:
info@killaryfjord.com
Telefon:
+353 091 566 736
MAPA: